"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

czwartek, 30 kwietnia 2015

„Scarlett” Barbara Baraldi


Kiedyś w końcu musiał nastać ten dzień, w którym napiszę recenzję nie do końca pozytywną. Ta lektura była dla mnie drogą przez mękę. Książkę przeczytałam w marcu, a dopiero dzisiaj zebrałam się w sobie i postanowiłam napisać opinię.

Główną bohaterką powieści jest Scarlett. Szesnastolatka wraz z rodziną przeprowadziła się ze swojego dotychczasowego miejsca zamieszkania, tym samym zmuszona była pozostawić swoich przyjaciół i kiełkującą miłość. Zaczyna życie w zupełnie nowym miejscu, nawiązuje znajomości, zmienia szkołę. Zaprzyjaźnia się ze starszym bibliotekarzem i często spędza z nim wolne chwile. Poznaje Umberto, przystojnego chłopca, który jest nią zainteresowany. Znajduje nowe przyjaciółki Genzianę oraz Caterinę i odkrywa, że jedna z nich skrycie kocha się w Umberto. Na jej drodze staje także piękna Lawinia. Szkoła posiada własny zespół Dead Stones, jego basistą jest tajemniczy, skryty i piękny Mikael. Scarlett zakochuje się w nim lecz nic nie jest takie proste jak być powinno. Chłopiec z jednej strony chce z nią być z drugiej jego długoletni przyjaciele nie popierają tego związku. Kim jest Mikael, jakie skrywa tajemnice?

Będę cię często odwiedzać. Dla mnie czytanie jest równie niezbędne, co jedzenie, sen czy oddychanie. Wiem, wydaje się, że przesadzam. Moja mama mówi, że urodziłam się w złych czasach, bo za bardzo wszystko przeżywam i najmniejsza rzecz może się dla mnie stać tragedią. Może nie jest do końca w błędzie, lepiej bym się czuła w czasach poetów wyklętych. Nudzę cię? - Nie możesz mnie znudzić, jeśli mówisz o książkach.”

Powieść posiada 336 zapisanych stron, a ja przez około 200 stron co chwilkę ziewałam. Dla mnie ta książka jest niesamowicie nudna. Nie mogłam jej przeczytać „na raz”, co kilka rozdziałów odkładałam ją, a w tym czasie sięgałam po inną lekturę, tak być nie powinno! Książka powinna wciągać od pierwszej strony, czytelnik powinien się w niej zatracać i nie chcieć się z nią rozstawać, z każdym rozdziałem mówiąc „jeszcze jeden i zrobię przerwę...”. Szczerze powiedziawszy już myślałam, że jej nie „zmęczę”, że ją odłożę na półkę i nie wrócę do niej. Jako, że nie lubię pozostawiać niedokończonej lektury, staram się za wszelką cenę przebrnąć przez kolejną kartkę i ją dokończyć. Gdy już doczekałam się momentu kiedy cała akcja nabiera tempa to... książka się zakończyła.

Powieść jest pierwszym tomem serii „Scarlett” należącą do gatunku romans paranormalny. Pomimo tego, że książka była męcząca i banalna postanowiłam dać jej szansę i sięgnę po kolejną część. Samo zakończenie książki dało mi nadzieję, że kolejny tom będzie zupełnym jej przeciwieństwem oraz że będzie kontynuacją zdarzeń z zakończenia tej historii. Lekturą z pewnością będą się zachwycać nastolatki, fani Sagi Zmierzch i gatunku romans paranormalny tak więc im polecam. Sama lubię ten gatunek, rozpoczynając przygodę ze „Scarlett” byłam pozytywnie nastawiona lecz zawiodłam się, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Jeśli chodzi o dojrzalsze osoby nie muszą po nią sięgać, nic Was nie ominie, tym bardziej, że w książkach można przebierać i chwycić coś konkretnego, co da satysfakcję i pozostawi po sobie niedosyt.


Tytuł: „Scarlett”
Seria: „Scarlett” tom I
Autor: Barbara Baraldi
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 4 listopada 2011
Ilość stron: 336
Moja ocena: 2/6


4 komentarze:

  1. Romans paranormalny, to zupełnie nie dla mnie ;) Na pewno nie przeczytam :) Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno się przyznać, ale raz miałam ochotę wziąć to "na ślepo", na szczęście przeanalizowałam opis i doszłam do wniosku, że raczej mi się nie spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy mnie opis bardziej zaintrygował niż to co otrzymałam po przeczytaniu :/

      Usuń
  3. Czytałam to dawno, dawno temu, ale nie pamiętam już z niej kompletnie nic. Chyba musiało być coś nie tak, ale wydaje mi się, że jednak mi się podobało. Być może to przez to, że byłam wtedy młodsza. No cóż, nadejdzie czas, by sobie przypomnieć ;) Świetna recenzja!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń