"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

wtorek, 9 czerwca 2015

Złote myśli




Kochani od wczoraj pewna sprawa nie daje mi spokoju. Otóż przeglądając recenzje zaprzyjaźnionych blogów, natknęłam się na jedną, która jest łudząco podobna do mojej (moja pisana w lutym, recenzja podobna w maju). Napisałam do właścicielki bloga z zapytaniem czy "inspirowała" się moją recenzją, a także aby wyjaśniła mi całą tę sytuację... ta twierdzi, że wszystko pisała sama. Nie doszły do mnie żadne przeprosiny z jej strony... Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że owa recenzentka jest dziewczyną z którą często korespondowałam, w dodatku opisuje się mianem mojej "przyjaciółki"...ja natomiast twierdzę, że przyjaciółki takich rzeczy nie robią sobie na wzajem, a jeśli nawet to PRZEPRASZAJĄ. Wiecie z początku mówiłam sobie "przypadek", ale z każdą kolejną przeczytaną linijką recenzji uświadamiałam sobie, że jest taka sama konstrukcja, zdania są podobne do moich z tym, że bardziej rozbudowane, nawet te same słowa w tych samych opisach...chyba zbyt wiele podobieństw jak na "przypadek"? Być może pomyślicie, że jestem przewrażliwiona, otóż pytałam kilka osób o zdanie... widziały obie recenzje i są podobnego zdania jak ja. Szczerze powiedziawszy teraz dobitnie zrozumiałam autorów którzy zostają "okradani" ze swoich prac, a ich książki krążą po internecie.
Póki co nie będę dodawać linku do danej recenzji, zobaczymy jak się cała sytuacja potoczy. W razie czego mam zrobione print screeny (życie mnie sporo nauczyło). Mam nadzieję, że "zaprzyjaźniona" bloggerka to czyta, niech wie co o całej sytuacji myślę, a także, że zabolało mnie to, bo nigdy w życiu nie spodziewałabym się czegoś takiego z jej strony.
Blogerzy co robić w takiej sytuacji? Jeśli nie chcecie tutaj pisać, to zapraszam na priv.
Takie moje wtorkowe wynurzenia...

Edit:

Wiecie co? Doszły do mnie słuchy, że owa recenzentka robi z siebie ofiarę losu, ja jestem ten "głupol", który namieszał, to ja jestem ta niedobra, która ją "oskarża", to przeze mnie ona "płacze". Skoro nie potrafi załatwić sprawy na pw i roztrząsa wszystko publicznie, też postanowiłam to zrobić. Nie wyobrażacie sobie co ludzie tam pisali - nie wiedząc, że to o mnie. Ciekawa jestem, czy chociaż dostali do wglądu obie recenzje. Niżej podaję linki do dwóch recenzji.

Moja-napisana w lutym:

http://nhoryzonty.blogspot.com/2015/02/w-butach-valerii-elisabet-benavent.html

Magdy napisana w maju:

http://czytamybokochamy.blogspot.com/2015/05/w-butach-valerii.html

Jakby tego wszystkiego było mało dostałam regułkę PLAGIATU, bo oczywiście "nie wiem co to jest". Z tym, że nie twierdziłam, że to plagiat lecz INSPIROWANIE się moją recenzją. Jest nawet taka sama konstrukcja całości, podobieństwa podkreśliłam...

Uprzejmie informuję, że nie robię nikomu na złość, bo niby co miałabym z tego? Nie jestem zazdrosna, bo nie mam o co. Ciężko pracuję na to aby ludzie mnie szanowali i czytali to co piszę. Podejmuję nowe współprace, (dzisiaj podjęłam kolejną, ale o miłych wiadomościach napiszę jutro) i zapewniam Was, że nie są to współprace z polecenia (czytaj "ręka rękę myje").

Należałoby to wszystko wyjaśnić prywatnie, ale chyba lepiej jest się poużalać publicznie i robić z tego aferę. Lecz nie będę się przyglądać z boku jak ludzie mnie oczerniają słowami m.in. "głupol". Bo z pewnością na to nie zasługuję i nie jestem pięcioletnim dzieckiem doskonale wiem co piszę i mówię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz