"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

niedziela, 26 lipca 2015

„Collide” Gail McHugh



Los nie grał fair z uczuciami żadnego z nich, złamał wszelkie zasady, tworząc okrutną grę, która niszczyła ich oboje. Z niespotykaną siłą wdarł się w ich najskrytsze myśli, najsilniejszego z mężczyzn powalił na kolana, a ją zmusił do kwestionowania własnych decyzji. Dość tego, nie pozwoli mu dalej niszczyć im życia.”

Po raz kolejny przekonałam się jak różni są ludzie. Jedni krytykują, drudzy wychwalają, powiem wam jedno, że piękne to jest, bowiem świat przez to jest bardziej barwny. Pomyślcie co by to było, gdyby każdy lubił kolor czarny? Spodziewałam się tego, że fabuła może nie wyróżniać się zbytnio od podobnych książek w tym gatunku. Czy mi to przeszkadzało?

Był to Pan Wysoki, Przystojny i Podniecający.”

Emily od dziewięciu miesięcy spotyka się z przystojnym i zamożnym Dillonem. Planują wspólną przyszłość. Po śmierci matki przeprowadza się do Nowego Jorku, tam rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Zaczyna pracować we włoskiej restauracji w centrum Manhattanu, dzięki temu drogi jej oraz Gavina krzyżuje się ze sobą. Przypadek, a może przeznaczenie? Gavin młody, wysoki, przystojny niesamowicie seksowny oraz bogaty – IDEAŁ- (typowe) robi na Emily ogromne wrażenie. Gavin stara się zawrócić w głowie Emily, jednakże ta jest nieugięta (do czasu), bo jak sama twierdzi „kocha Dillona”. Po niedługim okresie okazuje się, że mężczyźni są bliskimi przyjaciółmi oraz mają wspólne interesy. Kobieta zaczyna czuć do Gavina coś więcej niż tylko samo pożądanie, jednak nie potrafi zostawić Dillona, bo przecież tak wiele dla niej zrobił, był z nią w najtrudniejszych chwilach, pomógł zorganizować pogrzeb jej matki, całość opłacił, pomagał jej finansowo. Wszystko to prowadzi do tego, że...zaręczają się. Dlaczego Emily nie dostrzegała drugiego oblicza Dillona, tego które nie zna umiaru w piciu alkoholu oraz potrafi podnieść rękę na kobietę? Czy jej miłość do Dillona była tą prawdziwą, a może jednak była to zwykła wdzięczność za pomoc jaką otrzymała od mężczyzny? Jak potoczą się dalsze losy trójkąta w postaci Emily, Dillona oraz Gavina?

Musisz o niej zapomnieć. To wszystko to tylko cholerny błąd. Pomyłka. A przede wszystkim pamiętaj, że Dillon jest twoim przyjacielem.”

Przyznaję, że zachowanie głównej bohaterki lekko mnie irytowało, jak dla mnie miała za mało temperamentu. No kurczę wystarczyło powiedzieć „nie kocham cię!”, wszystko byłoby jasne i klarowne. Jednakże na tym polega właśnie pisanie książek, aby utrudnić życie bohaterom, żeby ich losy nie zawsze mogły się zejść. Żeby coś się w książkach działo potrzebne są intrygi, kolidowanie oraz podejmowanie trudnych decyzji, tak też postąpiła McHugh w „Collide”, pomimo że fabuła nie jest zbytnio wyszukana, to jednak autorka potrafiła ją skomplikować, przez wieczne niedomówienia, wahania Emily oraz jej niezdecydowanie. Jednakże prostota tej lektury wyszła jej zdecydowanie na plus.

Kreacja bohaterów jest bardzo dobra, czułam do jednych niechęć, do innych sympatię, a kolejnych miałam ochotę złapać i potrząsnąć, aby się w końcu „obudzili” i stawili czoła problemom. Stylistyka nie jest wyszukana, ale jak już pisałam prostota jest tutaj atutem.

Pomimo, że nie jest to nadzwyczaj ambitna lektura, to miło spędziłam z nią czas. Jest to idealna pozycją na wakacje - lekka, przyjemna, nie trzeba za wiele przy niej myśleć, a odbiorca i tak jest usatysfakcjonowany i zrelaksowany. Czasami książki przewidywalne są idealną odskocznią od pozycji bardziej porywających i cięższych. Właśnie taką odskocznią jest dla mnie „Collide”. Co do zakończenia książki...zamurowało mnie...ponieważ z pewnością nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, ostatni rozdział nawołuje do tego, aby czytelnik sięgną po kolejną część, tym bardziej, że na końcu książki znajduje się bonus w postaci pierwszego rozdziału „Pulse”. Mogę napisać, iż będzie się działo, wręcz nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po drugi tom „Collide”. Polecam.

Tytuł: „Collide”
Seria: „Collide” tom I
Autor: Gail McHugh
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 17 czerwca 2015
Ilość stron: 368
Gatunek: Romans
Moja ocena: 5,5/6


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat.




8 komentarzy:

  1. Ostatnio wszędzie widzę tę okładkę, tak jakby książka wołała, żebym ją przeczytała :x Zwłaszcza, że jeszcze otrzymała od Ciebie tyle pochwał.

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Collide i czekam na Pulse :)
    http://ksiazkomania-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja żałuję, że nie zdecydowałam się na tę książkę. Zbiera całkiem dobre recenzje.

    OdpowiedzUsuń
  4. moje typowanie się sprawdziło ;) ja też bym pierwsze sięgnęła po tę książkę :),

    OdpowiedzUsuń
  5. Collide i mnie wola błaga bym po nią sięgnęła, leży na mojej półce i patrzy na mnie z blagajacym spojrzeniem i coraz bardziej mnie przekonywuje by ją wziąć i wezme jutro już. Gavin nadchodze

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastyczna książka jak dla mnie. Świetnie się przy niej bawiłam. Już nie mogę się doczekac PULSE! Czuję, że znów zarwę noc :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Również lubię tę serię. Obie książki są bardzo dobre, jednakże "Collide" jest nieco lepsza :)

      Usuń