"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

środa, 21 października 2015

Słów kilka o tym, jak zamordowano Remigiusza Mroza…



Słów kilka o tym, jak zamordowano Remigiusza Mroza…


...ale, ale... nie dosłownie!!! Mam tutaj na myśli morderstwo Turkusowych szali. Jak można komuś zaufać i pożyczyć książkę w idealnym stanie, a odebrać ją w stanie, no cóż w nie najlepszym.

Otóż, niejaki Pan D. krótko mówiąc nudził się, pyta czy mam w swoim zbiorze książkę ciekawą… wyjaśniam, otóż mam wiele ciekawych pozycji, jednak Pan D. preferuje książki wojenne itp. itd…. Mówię, że sugerując się różnymi opiniami o danej książce mam coś dla niego… Turkusowe szale Remigiusza Mroza. Dawaj. Pożyczam.

Książka nówka sztuka, z imienną dedykacją (!), niestety nie miałam okazji jej przeczytać (czytajcie: zabiegana jestem i brakuje mi czasu na czytanie książek do recenzji, a tym bardziej tych z własnej biblioteczki, te zostawiam sobie na później...jak dożyję emerytury :D ).

Wracając do konkretów: Turkusowe szale okazują się strzałem w dziesiątkę, ponieważ Pan D. czyta ją dwa razy (raz na urlopie, drugi raz w pracy!) Jednak nie zważając na to uwagi, że jestem pedantyczna w stosunku do książek i zawsze proszę by nie zaginać rogów itd. Pan D. wystawia moją cierpliwość na próbę. Otóż Pan D. zwraca mi książkę i co moje oczy widzą… brak mi słów… dosłownie.

Miarka się przebrała.

Dochodzi do małej wymiany zdań. (Maleńkiej)

Nie potrafisz uszanować cudzej własności!
Że książka brudna? Starałem się jak mogłem ale za biurkiem nie pracuje
Co to w ogóle jest za tłumaczenie? Pomijając fakt, że Pan D. nie pracuje za biurkiem lecz jako… kierowca ( nie mam nic przeciwko temu, jedynie tłumaczę, że nie jest to praca za biurkiem), który podczas postojów czyta sobie książki (no niech mu będzie) ale teraz wyobraźcie sobie jak zbiera zakręty, a ta biedna książka frruuuu w lewą stronę, następnym razem frruuuu w prawą i po tym całym kurzu, po podłodze (zapewne). W zasadzie powinnam się cieszyć, że książka nie zrobiła frruuuu za okno… (?)

Pan D. się obraża…
To ja się powinnam obrazić (chyba)?

Pan D. mnie straszy, żebym nie fikała, bo ma inne moje książki…
Fakt...boję się o ich stan (pytanie czy dojdzie do kolejnego morderstwa Remigiusza Mroza??)

Dochodzą mnie słuchy, że Pan D. chce mi odkupić Turkusowe szale...
Jednak on tego nie rozumie, że ta książka była wyjątkowa, bo z imienną dedykacją.

Myślisz, że melodramatyzuję?? Być może, ale wiedz, że jeżeli dotarłeś do tych słów, to znaczy, że mój wpis w pewnym stopniu Cię zaciekawił – to po pierwsze. Po drugie książki traktuję jak swego rodzaju świętość, nie niszczę ich i tego samego oczekuję od innych. Po trzecie - płynie z tego morał taki, że nawet najbliższy z przyjaciół może stać się potencjalnym zabójcą... Twojej książki… więc uważajcie komu ją pożyczacie.

A jak Wy reagujecie na takie sytuacje? Czy pożyczacie książki znajomym, jeżeli tak, to w jakim stanie do Was wracają? Być może zawiedliście się na innych i przestaliście pożyczać swoje książki? W moim przypadku została uśmiercona książka Remigiusza Mroza Turkusowe szale, a Wam ktoś ukatrupił jakąś książkę?? A może wręcz przeciwnie i to Wy odebraliście życie pewnej lekturze? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.


*wpis zawiera dużą dozę humoru, nutkę pouczenia, szczyptę smutku, a cała reszta to prawda…



7 komentarzy:

  1. "Słów kilka o tym, jak zamordowano Remigiusza Mroza… " - Takie słowa przyciągają uwagę czytelnika. Prawie każdy człowiek widząc pomyśli: "Ale jak to? Remigiusz Mróz nie żyje?! :o Nie będzie kolejnej książki?! ". Mam nadzieję, że autor się nie przeraził, tylko uśmiał. :D Dosłownie po przeczytaniu tego krótkiego zdania, a może i w trakcie zatrzymało mi się serce! :D Świetnie to wymyśliłaś, życiowo, na luzie i co najważniejsze - z przesłaniem. Uwielbiam ten wpis, co zapewne już wiesz. ;)

    Osobiście nie mam nic do pożyczania znajomym książek ale jeśli ktoś jakąś bierze to dostaje ode mnie taki kredyt zaufania. Niestety, nie raz zawiodłam się dosyć mocno. Nie lubię kiedy biała książka wraca do mnie w kolorze brązowym. W dodatku z pozaginanymi rogami albo co gorsze, zachlapana kawą lub tłustymi plamami. :(
    Reasumując... Każda zniszczona książka to odebranie jakiejś cząstki mnie. ;) :P

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pożyczam książkę, to wkładam na pierwszą stronę karteczkę na której umieszczam napis "Proszę mnie nie zniszcz" lub coś podobnego :) Ale nie wszyscy się do tego stosują :(

      Usuń
  2. Mróz o włos uniknął śmierci, za to dziwię się, że Pan D. nadal żyje... Powinnaś go zabić na miejscu i zadzwonić do mnie - mam duży bagażnik i mocny szpadel! ;)
    Dam Ci jedną radę - książek z dedykacją nie pożyczaj i koniec! Ja NIENAWIDZĘ jak ktoś odkłada książkę grzbietem do góry - przecież po coś są zakładki! Dostaję też białej gorączki, kiedy widzę, jak ktoś mocniej odgina strony i w ten sposób "łamie" okładkę... ACH!
    Książki to chyba jedyna rzecz, w której jestem pedantyczna, dokładna i ostrożna - cała reszta to czysty chaos ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha z tego szpadla i bagażnika popłakałam się ze śmiechu, jesteś niesamowita! :)
      Dzięki za radę, teraz będę na to zwracała uwagę, aby nie pożyczać książek z dedykacją i tego będę się trzymać :)

      Usuń
  3. O nie, książka wydana pod moim patronatem medialnym, tak zniszczona. Do sądu podam!! Ja pożyczam tylko zaufanym osobom od lat. Innym nie, gdyż nie ufam ludziom w tym temacie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę podać adres delikwenta ;) hihi. Problem w tym, że to była osoba, której myślałam, że mogę zaufać...długoletnia znajomość, brat przyjaciółki, a tu taki psikus.

      Usuń
  4. Ja na szczęście mam znajomych, którzy szanują wartość mojej kolekcji, toteż czego bym nie pożyczyła, nie zostało zniszczone :P Ale tutaj.... bardzo nieładnie :<<

    OdpowiedzUsuń