"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

środa, 16 grudnia 2015

Wywiad(ownia) - Małgorzata Maria Borochowska - WYNIKI



Razem z prowadzącą jest nas osiem, co czyni to spotkanie kameralnym. Bardzo mi miło, że znaleźliście Państwo czas na napisanie pytań.


Dagmara Janicka

1. Książka „Złamane pióro” zbiera bardzo dobre opinie :). Gratulacje. Teraz zaczyna się gorący okres promocji. Jak skończy się to szaleństwo, zabiera się Pani do pisania następnej książki czy jednak jakieś wczasy i odpoczynek?

Jak już wspominałam – przy wielu okazjach – w przyszłym roku wyjdzie druga i zarazem ostatnia część powieści zatytułowana „Trajektoria lotu”. Obie książki pisałam początkowo jako całość, ale nie znając dokładnie struktury rynku wydawniczego, mechanizmu promocji i nie wiedząc, czy książka zyska sympatię czytelników, zdecydowałam o podziale powieści na dwie części. Równolegle pracowałam nad kolejną książką o roboczym tytule „Katedra”.
Oczywiście odpoczywam, gdy jestem bardzo zmęczona. Muszę czasami zmienić krajobraz :).

2. Bardzo trudno znaleźć jakieś ogólne informacje o Pani, dlatego moje pytanie ma na celu lepsze poznanie :). Do jakiej bohaterki literackiej porównałaby Pani swój charakter?

Przeżyłam – jeżeli wierzyć statystykom – większą część życia i pytania o to, skąd przychodzę, kim jestem i dokąd zmierzam, mam dawno za sobą. Niektóre pytania pozostają nadal bez odpowiedzi. Znam swoje mocne i słabe strony. Nie porównuje się z nikim, bo słabo wypadam w takich rankingach i wolę tego typu konfrontacji unikać :).

Pamiętam jednak książki, które w okresie dojrzewania zrobiły na mnie ogromne wrażenie i wtedy – być może – czułam się w jakiś sposób tożsama z bohaterami. Te książki to „Martin Eden” Jacka Londona, „Cudzoziemka” Marii Kuncewicz i – o czym zapomniałam wspomnieć przy okazji poprzedniego wywiadu – „Ojciec chrzestny” Mario Puzo. To dopiero była lekcja życia :).

Oczywiście ciągle zdarzają się w moim życiu jakieś pierwsze razy i nieustannie testuje siebie w różnych sytuacjach, bo przecież wszystkiego nie widziałam, wszędzie nie byłam, wszystkiego nie doświadczyłam.

Izabela81

3. W „Złamanym piórze” zawarła Pani elementy baśni i fantastyki. Czy myśli Pani, że dzięki temu zabiegowi można więcej przekazać czytelnikowi?

Wszystko zależy od czytelnika, jego wrażliwości oraz sympatii dla gatunku fantasy. Książka jest miksem gatunkowym złożonym z powieści obyczajowej, fantasy i bajki. Jeżeli ktoś nie lubi takich eksperymentów lub któregoś z wymienionych gatunków, to niczego nie da się mu przekazać :).
Część fantasy jest niezwykle ważna dla całej powieści i trzeba się w tym klimacie – obfitującym w symbolikę – odnaleźć.

Złamane pióro” opowiada historię artystów, z których każdy jest inny i wypowiada się, stosując zupełnie różne środki artystycznego wyrazu. Uznałam, że forma powinna być spójna z treścią książki, stąd również artystyczny język i projekt okładki, którego podjął się mój syn. Na okładce jest moja ręka, mój nóż i mój czarny demon :).

Każdy znajduje w książce coś, czego akurat szuka. Jedni szukają miłości i znajdują w książce romantyczną historię, inni szukają odpowiedzi na ważne pytania, jeszcze inni mają potrzebę utożsamienia się z kimś, kto myśli i czuje podobnie. Każdy odkrywa w świecie Emily coś dla siebie.

Nie byłam nastawiona na spektakularny efekt bazujący na tanich chwytach. Wiele osób wróżyło mi zresztą przegraną, bo książka nie wpasowała się w panujące trendy inspirowane światowymi bestsellerami wydawniczymi. Nie jestem i nigdy nie będę pisarką topową. Nie szukam taniej popularności. To, co piszę, musi podobać się przede wszystkim mnie. Jestem dla siebie największym krytykiem. Uważam, że jeżeli sama nie uwierzę w moją pracę, to nikogo nie zdołam do niej przekonać :).

4. W „Złamanym piórze” porusza Pani tematy etyczne, moralne, egzystencjalne, rasizmu, tolerancji i tożsamości. Który z nich był dla Pani najtrudniejszy do przeniesienia na papier?

Każdy z tych tematów jest ważny, chociaż dla każdego będzie mniej lub bardziej interesujący. Najtrudniej pisać o czymś, czego nie da się zmierzyć, zdefiniować i ujednolicić. Znacznie łatwiej jest tworzyć normy i zasady dotyczące równości i tolerancji, ale pisanie o miłości w sposób wiarygodny i przekonujący, żeby nie powielać banałów, jest dużym wyzwaniem. Miłość i jej brak są tematami wiodącymi w mojej powieści. Miłość w ogóle, nie tylko zwyczajowo rozumiana jako uczucie między dwojgiem ludzi. Miłość do pracy, do rodziny, do przyjaciół, rytuałów, miłość do siebie i do swojego życia. To trudny temat.

Sylwka S.

5. Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że „życie jest tylko jedno” i dojść do niektórych rzeczy po trupach?

Ograniczenia i trudności pomagają nam się określić. To paradoks, ale w takich sytuacjach możemy przekonać się, czy pomimo wszystko chcemy walczyć. Emily – bohaterka mojej powieści – podejmuje niedojrzałą decyzję o radykalnej zmianie wszystkiego w swoim życiu. Z jednej strony walczy o swoje marzenia i można jej kibicować, z drugiej strony rani bliskie osoby, które zainwestowały lub poświęciły dla niej bardzo wiele. Największą walkę toczy jednak sama ze sobą o władzę i panowanie nad własnym życiem, próbując zdobyć niezależność od dotychczasowego scenariusza napisanego przez kochające ją osoby. Boi się przegranej i dlatego stawia na szali swoje życie. Wszystko albo nic. Walka zawsze sugeruje ofiary.

6. Wspomnienie z dzieciństwa, które pamięta Pani do dziś?

Miałam spokojne i szczęśliwe dzieciństwo. Opowiem jedną z wielu historii, które zapamiętałam jako wyjątkowe.

Pewnego dnia pojechałam z rodzicami w nieznane. Nie miałam pojęcia, dokąd jedziemy ani w jakim celu. Nasza podróż zakończyła się w klasztorze, w którym zakonnicy hodowali psy niezwykle szlachetnej rasy bernardyn. Bracia zakonni przeprowadzili z moimi rodzicami bardzo szczegółowy wywiad, upewniając się, że pies nie pojedzie na wieś, nie pójdzie na łańcuch, że będzie dobrze traktowany itp. Spełniliśmy najwyraźniej wszystkie warunki, bo w drodze powrotnej towarzyszyła mi kula futra z szaleństwem w oczach. Tak oto zyskałam przyjaciela, obrońcę i sojusznika w drobnych oszustwach dotyczących jedzenia. Cezar – tak się wabił – był w tym względzie bardzo lojalny i zjadał wszystkie niezjedzone kanapki, warzywa, owoce oraz niechciane obiady.

Najwspanialsze jednak wspomnienie z tamtego okresu to pierwsza wyjątkowo śnieżna zima w życiu Cezara. Pies podrósł i mój ojciec uszył mu piękną uprząż, przyczepiając do niej moje saneczki. Tego dnia stałam się posiadaczką własnego psiego zaprzęgu. Nigdy nie udało się nam osiągnąć zawrotnej prędkości – bo pies nieustannie upewniał się, czy mnie nie zgubił – ale radość z zimy i śniegu dzieliliśmy z takim samym entuzjazmem.

Anonimowy

7. Witam. Jako nauczycielka, jaką radę dałaby Pani początkującej koleżance po fachu?
8. Co jest najpiękniejsze w uczeniu kogoś?

Nie pracuję jako nauczycielka od bardzo dawna i myślę, że nie mam prawa i dostatecznego doświadczenia, żeby takich rad udzielać. Z perspektywy czasu to zaledwie epizod w moim życiu. Mogę tylko stwierdzić, że jeżeli ktoś po latach może powiedzieć: „zawdzięczam to mojemu nauczycielowi”, „moim autorytetem był mój nauczyciel”, „gdyby nie mój nauczyciel…”, „mój nauczyciel rozwinął we mnie pasje”, to jest to dowód na dobrze wykonaną pracę. To musi być powołanie i miłość do zawodu nauczyciela. Inaczej nie da się pozostać przy zdrowych zmysłach :). Okres pracy w zawodzie nauczycielki wspominam z dużym sentymentem.

Grażyna Wróbel

9. Jak zrodziła się u Pani miłość do fotografowania? ;)

Myśl o fotografii pojawiła się w dojrzałym i w pełni świadomym okresie mojego życia. Chciałam zmierzyć się z trudną i wymagającą dyscypliną, jaką jest malowanie światłem. Taka wypadkowa między malarstwem a rysunkiem.
Sądzę, że pisanie jest mimo wszystko bardziej zgodne z moją naturą.

10. Dlaczego właściwie „Złamane pióro”?

Odpowiem cytatem z mojej powieści:
Usiadłam, głaszcząc powierzchnię książki. Okrągłe jak groch łzy zaczęły spadać na moje ręce. Złamane pióro jak defekt i napiętnowanie. Jak cena wolności. Jak ślad rozpaczliwej walki w potrzasku”.

Edyta Chmura

11. Zarówno w pisaniu, jak i fotografowaniu chodzi o uchwycenie ulotnego momentu i wywołanie emocji u odbiorcy. Czy łatwiej to Pani przychodzi za pośrednictwem słowa czy aparatu?

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Dobry aparat fotograficzny jest droższy od kartki i ołówka, więc z całą pewnością pisanie jest bardziej ekonomiczne. Zawsze był to aparat analogowy, więc też wielka niewiadoma na końcu. Trzeba posiadać chociaż minimalną wiedzę z tego zakresu, żeby efekt zabawy z lustrzanką analogową był do przewidzenia. Chciałam się z tym zmierzyć i poświęciłam temu kilka lat życia. Fascynująca i kosztowna przygoda. Fotografowałam głównie wykreowany przez siebie świat lub nagiętą do własnych potrzeb rzeczywistość.

Na razie skupiłam się na pisaniu, więc zdjęcia, które aktualnie robię, mają charakter reportaży z różnych odwiedzanych miejsc i ważnych dla mnie wydarzeń. Zmuszona do wyboru wybrałabym jednak pisanie książek.

12. Emily to postać złożona, żyje wspomnieniami i boi się otworzyć na świat. Czy życie w odosobnieniu, zagłębione w przeszłości, podszyte nieufnością i strachem może być satysfakcjonujące? Czy nie jest tak, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka? Jak Pani sądzi?

Każdy człowiek chce mieć udane życie. Boimy się śmierci, cierpienia, bogów i braku szczęścia. Potrzebujemy innych ludzi, żeby w tych obawach nie czuć się osamotnionymi. Potrzebujemy ludzi, bo od nich uczymy się życia. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jesteśmy, musimy skonfrontować siebie z różnymi ludźmi i różnymi sytuacjami.
Bohaterka mojej powieści postanawia napisać książkę i symbolicznie zmierzyć się z problemami, których w prawdziwym świecie nie ma szansy rozwiązać.
Jej samotność to niedojrzały wybór, jednak w ostatecznym rozrachunku skłania do refleksji nad własną tożsamością.
Trzeba sobie uświadomić, że Emily przez niemal całe swoje życie nieustannie obcuje z muzyką i to oddziałuje na jej wyobraźnię, przenosząc ją do świata metafizycznego i utopijnego. Przebywając w takim świecie, poddaje swoją wyobraźnię nieustannym próbom. Być może dlatego – niedojrzale i nie do końca świadomie – prowokuje los, żeby wejść w sytuacje, które wyzwolą w niej inne emocje, również te negatywne. Może ta samotność, świat bez dźwięków i zamiana pozornie komfortowego życia na życie w niemal spartańskich warunkach jest jej potrzebna po to, żeby w końcu usłyszeć siebie…?

***

Bardzo dziękuję pani Klaudii za zorganizowanie wywiadu i korzystając z okazji, życzę Państwu wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku.

Nagrody otrzymują: pani Sylwka S. oraz – dodatkową, niezapowiedzianą – pani Dagmara Janicka.

Gratuluję zwycięzcom, a wszystkim serdecznie dziękuję za udział w spotkaniu.
MM Borochowska


Mnie nie pozostaje nic innego jak przyłączyć się do gratulacji. Zwyciężczynie proszę o kontakt - na fanpage bądź e-mail klaudiaskie@gmail.com - odnośnie uzgodnienia adresu wysyłki nagrody. Dziękuję autorce, że poświęciła swój cenny czas i udzieliła odpowiedzi na zadane pytania oraz za przeznaczenie książek dla zwyciężczyń. Dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w zabawie.

Przypominam, że recenzję książki możecie przeczytać <tutaj>





3 komentarze:

  1. Gratuluję ;)

    Dziękuję za odpowiedź na moje pytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :)
    Bardzo ciekawy wywiad i wyczerpujące odpowiedzi na pytania :)

    OdpowiedzUsuń