"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley [RECENZJA]




Czy istnieje mężczyzna idealny? Troskliwy, kochający, wierny, który stawia dobro kobiety nad swoim oraz taki, który rzuciłby się za nią w ogień? Mało tego, piękny, wysportowany, zapowiadający się na gwiazdę hokeja oraz łamiący wiele kobiecych serc? Otóż istnieje, a przynajmniej w książkach! Bo właśnie takiego bohatera stworzyła Kirsty Moseley.


Wróciło do mnie wspomnienie ojca, jego oddechu na mojej szyi, obłapujących mnie dłoni i zapewnień o tym, jaka jestem wyjątkowa.”. str. 33

W dzieciństwie Amber i Jake byli zdani na łaskę człowieka bez serca. Ojciec był perfekcjonistą, nie lubił żadnych niedociągnięć. Dlatego byle szczegół mógł go wytracić z równowagi, toteż często tracił nad sobą kontrolę i wyżywał się na dzieciach oraz żonie. Kiedy Amber podpadła ojcu, to Jake, często prowokował go, by ten swoją agresję wyładował na nim, niż na młodszej siostrze, którą starał się chronić za wszelką cenę. Liam najlepszy przyjaciel Jake'a i największy playboy w szkole wiedział co takiego dzieje się za zamkniętymi drzwiami domu sąsiadów. Pewnego wieczoru był świadkiem tego, jak Amber płakała po awanturze z ojcem, dlatego chłopak przemknął do jej pokoju przez okno, pocieszał dziewczynkę, aż ta zasnęła, ale sam również usnął. Od tej pory Liam zakradał się do Amber każdej nocy, trwało to osiem lat. Kiedy oboje dojrzali, zrozumieli, że między nimi rodzi się uczucie, które starali się ukryć przed sobą nawzajem. Amber była emocjonalnym wrakiem, wystarczył dotyk innej osoby, by wróciły przerażające wspomnienia z przeszłości związane z perwersyjnym zachowaniem ojca. Jednak zawsze mogła liczyć na wsparcie Jake'a oraz Liama..

(…) codziennie jesteśmy tak blisko, a zarazem tak daleko.”. str. 81

Z jednej strony pozycja w jakimś stopniu podobała mi się, jednak z drugiej muszę przyznać, że historia jest mało rzeczywista, a w dodatku słodycz wylewa się z każdej zapisanej strony. Faktyczne, patrząc na wszystko pod kątem psychologicznym, to raczej mało prawdopodobne, by jakakolwiek osoba, która była molestowana w dzieciństwie w tym samym czasie przez osiem lat każdej nocy spała z chłopakiem i normalnie się do niego tuliła, a za dnia twierdziła, że ma problem z kontaktem fizycznym.

Irytowało mnie zachowanie Amber, była jak chorągiewka na wietrze i sama do końca nie wiedziała, czego od życia oczekuje. Dobra, mogę się zgodzić, że w wieku 16 lat można nie mieć konkretnego planu na przyszłość, ale jej zachowanie było tak infantylne, że czasami miałam ochotę odłożyć książkę. Jakby tego było mało, to Amber była jednym wielki zaprzeczeniem. Nie będę tutaj przedstawiać tego, co mnie drażniło w jej zachowaniu, ponieważ byłoby tego zbyt dużo, i również nie będę jej porównywać do żadnej postaci żeńskiej z innych książek, aby nie odstraszyć potencjalnego czytelnika, ale w sekrecie mogę zdradzić, że Amber ma swoją siostrę bliźniaczkę w zupełnie innej serii.

Początkowo polubiłam Liama, uważam, że jego zachowanie, jest bardziej realne, w nocy jest sympatyczny, troskliwy, czuły, opiekuńczy, potrafi wysłuchać Amber i ją pocieszyć jednak w dzień staje się zadziornym, aroganckim dupkiem oraz flirciarzem, któremu tylko seks w głowie. Jednak w dalszych rozdziałach, kiedy para wyznaje sobie miłość, chłopak zmienia swoje zachowanie, które staje się słodkie jak miód, i przy większym spożyciu mdli.

Liam również bardzo się o mnie martwił, ale nie potrafiliśmy się dogadać. I nie zmieniał tego fakt, że co noc przez ostatnich osiem lat spał w moim łóżku, tuląc mnie do siebie.”. str. 18

Muszę przyznać, że oprawa graficzna bardzo mi się podoba, stonowane kolory i dobrze dobrana czcionka, przyciągają wzrok. Książka napisana jest lekkim językiem, ale nie obyło się bez literówek. Pomijając błędy, czyta się ja bardzo szybko, pomaga w tym dosyć duża czcionka. Historia w dużej mierze przedstawiona jest z punktu widzenia Amber, ale znajdują się również rozdziały, w których narratorem jest Liam. Na tyle książki czytam, że Kirsty Moseley jest stawiana na równym poziomie z bestsellerowymi pisarkami jak Any Todd, Collen Hoover czy Jennifer L. Armentrout, nie znając prozy dwóch pierwszych pisarek, nie mogę wiele stwierdzić, ale czytałam znaną większości serię Lux i twierdzę, że Moseley daleko do Armentrout.

Co mi się jeszcze nie do końca podobało to wiek głównych bohaterów. Autorka pierwszy rozdział traktuje jako wprowadzenie czytelnika do tego, co się przytrafiło Amber w przeszłości. Dlatego rozpoczyna całą historię 8 lat wstecz, kiedy Amber miała 8 lat a Liam 10. Mnie się w głowie nie mieści, by nie mieć kontroli nad własnym dzieckiem, i nie zajrzeć w nocy do jego pokoju, sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Jak można nie zauważyć, że własny syn przez osiem lat wymyka się każdej nocy do sąsiadki? To jest ta mało realna część książki. Druga sprawa, czas teraźniejszy, Amber ma 16 lat a Liam 18. Ojciec Amber odszedł z domu, natomiast matka dostała pracę i często wyjeżdża w delegację, a w domu jest gościem. Ja się pytam, gdzie są jakiekolwiek telefony od rodzicielki? Nawet matka Belli ze Zmierzchu dzwoniła do córki. Tutaj nie ma żadnych relacji z matką, tak jakby w ogóle nie istniała. Domem zajmują się dzieci, a opiekę nad Amber sprawuje jej starszy brat Jake. Jeszcze... jedna sprawa, to to, w jaki sposób opisane jest doświadczenie erotyczne szesnastolatek, które jest notabene naprawdę bogate. Nie wyobrażam sobie – i nawet nie chcę – by faktyczne w dzisiejszych czasach uprawianie seksu przez szesnastolatki było na porządku dziennym. Może jest? Nawet nie chcę tego wiedzieć.

Autorka podjęła się bardzo trudnego tematu, otóż głównym motorem powieści jest molestowanie dziecka. Niestety jest to dosyć powierzchownie przedstawione, wiemy, że Amber w dzieciństwie była krzywdzona przez ojca i że w jakimś stopniu wpłynęło to na jej psychikę, ale ostatecznie słabo jest to zobrazowane. Dokładniej przedstawiony jest romans i rodzące się uczucie między głównymi bohaterami. I tutaj wydaje mi się, że dziewczęta w wieku Amber (16 lat) będą tą książką zachwycone. Jednak czy wyniosą coś z tej powieści? Nie sądzę.

Reasumując. Nie jest to nadzwyczaj wybitne dzieło, ale książka dobra na odmóżdżenie, która pozwoli się zrelaksować, jeśli tylko zapomnimy, że przedstawiona historia jest mało realna i przesłodzona do granic możliwości. O! Przyszło mi na myśl, że jeżeli pozycja byłaby przypisana do fantastyki, a z Liama zrobić wampira czy innego nadprzyrodzonego to sukces gwarantowany (chyba?). Myślę, że pomysł na fabułę był dobry, ale autorka nie wykorzystała go, gdyby się bardziej skupiła na wątku molestowania i na traumie Amber sądzę, że książka bardziej przyciągnęłaby uwagę czytelnika, a tak otrzymujemy jedynie romans nastolatków. Najmocniejszą stroną książki są końcowe rozdziały, i w zasadzie dzięki nim lektura w jakimś stopniu się ratuje przed totalną klapą. Niemniej jednak pomimo kilku niedociągnięć szybko przebrnęłam przez publikację i w zasadzie nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Tak jak wcześniej wspomniałam, książkę polecam młodzieży, ponieważ starszy czytelnik może nie być zadowolony z lektury.

Tytuł: Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 30 marca 2016
Liczba stron: 352
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Moja ocena: 4/6


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.




5 komentarzy:

  1. Dobrze wiedzieć... Jestem już na to za stara i oceniałabym z perspektywy matki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, temat dość trudny, a takie lubię, jednak odstręcza mnie ten brak rzeczywistości. Nie przepadam za przesadną słodyczą wylewającą się ze stron. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam zamiaru jej czytać, bo nie widziałam dotychczas żadnej pozytywnej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem dlaczego tytuł kojarzy mi się z "Jeziorem marzeń"...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam chrapkę na tę książkę i chyba się skuszę.

    OdpowiedzUsuń