"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

piątek, 15 kwietnia 2016

[WYWIAD] z Joanną Kruszewską + [WYNIKI]



Fot. J. Kruszewska
Zapraszam na wywiad z Joanną Kruszewską.


Kilka słów od autorki:
Dziękuję serdecznie za pytania, nie potrafiłam wybrać, dlatego odpowiedzi są do wszystkich… krótkie, może mało wyczerpujące, ale mam nadzieję w pełni satysfakcjonujące Was… drogie Czytelniczki:)

izabela81

1

W "Miłość raz jeszcze" porusza Pani temat związków i małżeństwa, o miłości wymagającej poświęceń. Czy zatem małżeństwo to nieustanna walka między sobą, a może jednak walka o miłość? I kiedy warto toczyć te bitwę, poświęcać się (i czy w ogóle), a kiedy lepiej odpuścić?

Sama bardzo chciałabym to wiedzieć:). Związek Justyny i Maćka był relacją, w którą dość mocno ingerowała osoba trzecia, oni zaś podporządkowywali się tej ingerencji. Jedno z przyzwyczajenia, drugie z przekonania, że posłuży to obopólnej korzyści. Nie potrafili dążyć do zaspokojenia własnych potrzeb, chwilami nie dopuszczali ich nawet do świadomości… Chyba o to w tym wszystkim chodzi… walczyć, może i tak, ale czy zacięcie broniąc własnego terytorium i własnych racji? Czy czasami jednak odstępować trochę pola, stanąć z boku i pokusić o obiektywizm nie tracąc przy tym wszystkim siebie? Niestety, przy całym dorobku cywilizacyjnym, na niektórych obszarach poruszamy się wciąż po omacku…

2

Matka Maćka jest nadopiekuńcza, a on sam wydaje się być maminsynkiem. A jak Pani poradziłaby sobie z nadopiekuńczą matką w stosunku do swojego partnera/męża?

Łatwo byłoby powiedzieć – o, bez problemu, jasno wytaczam granice, swego terytorium strzegę jak lew i nikomu bez pozwolenia nie pozwalam wchodzić z butami w moje własne życie. Nic nie jest jednak aż takie proste jakby się mogło wydawać z pozycji biernego obserwatora. Dlatego też pozostaje mi się cieszyć, że nigdy się nie znalazłam w takiej sytuacji. Wystarczyło przeżywanie tego z Justyną, postacią niby fikcyjną, a przecież żyjącą w mojej wyobraźni bardzo wyraźnie…

3

"Na litość, jakim cudem dała się tak rozczłonkować? Każda cząstka jej dotychczasowego życia została zapakowana do pudełka mniejszego lub większego i wywieziona lub wyniesiona na strych lub do piwnicy. Odstawiona w kąt, powoli pokrywała się kurzem i kazała o sobie zapomnieć." - czy gdyby znalazła się Pani w podobnej sytuacji, czy pozwoliłaby Pani na to, aby dać teściowej tak potraktować swoje ukochane rzeczy?

Mam nadzieję, że nie. Chociaż niczego nie mogę stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Tak jak wspomniałam w poprzedniej odpowiedzi – lepiej nie próbować oceny czyjegoś postępowania będąc zaledwie osobą stojącą obok problemu.

Sylwka S.

4

Gdyby miała zaprosić Pani kogoś kto jeszcze nie był w Pani rodzinnych stronach, jakby Pani to zrobiła. W jakie miejsca by Pani ich zabrała? I co chciała najbardziej pokazać?

Nieodparty urok Białegostoku polega w moim przypadku na swoistej przeplatance różnego rodzaju wspomnień przynależących do konkretnych miejsc… wspomnień już nieco wyblakłych, jak i tych najświeższych. Wspomnień, w których jasny promień słońca przebija się przez liście w parku, smak mlecznych lodów, niezmiennie takich samych od lat, z lodziarni o niezwykle wdzięcznej nazwie:), skądinąd bardzo mi bliskiej… Wieczornego chłodu na Rynku Kościuszki, gdzie z kawiarnianych ogródków dobiega gwar rozmów… Miasto, ale i jego okolice są urokliwe nie tylko dla mieszkańców, a miejsc które zachwycają jest mnóstwo…

5

Wspomnienie z dzieciństwa, który pamięta Pani do dziś?

Trochę tego jest… mniej lub bardziej przyjemne, żadne jednak nie wybija się zdecydowanie swoją niezwykłością na pierwszy plan. Dla mnie niezmiennie ważne… bo moje:).

6

Do dziś pamiętam zapach ... ?

:) karnawałowych róż mojej mamy… maglowanej pościeli… pasty do polerowania mebli…

Kociara/Karolina K.

7

Co uważa Pani za swój największy sukces?

Zawodowy, osobisty…? Chwilę, prawdę powiedziawszy nieco dłuższą chwilę, zastanawiam się nad odpowiedzią i żadne wybitne, ani spektakularne osiągnięcie nie przychodzi mi do głowy. Codzienność natomiast obfituje w mniejsze lub większe sukcesy, które staram się sobie uświadamiać i czerpać z nich satysfakcję. Sukcesy, które ugruntowują mnie w przekonaniu, że coś robię właściwie…

8

Z czego czerpie Pani największą inspirację i co najbardziej Pani przeszkadza podczas pisania książki?

Największą inspiracją nieodmiennie pozostaje życie. Podpatrzone i wysłuchane, doprawione wyobrażonymi zdarzeniami… To w ogólnym zarysie, czasami wystarczy pojawienie się jakiejś postaci na horyzoncie… mniej lub bardziej barwnej. Czymś mnie zaintryguje, gestem, słowem… i nagle zaczynam łapać się na tym, że próbuję dopasować do niej… lub do niego jakieś imię. Zastanawiam się jaka jest… nie wiadomo kiedy u boku wypatrzonej w tłumie postaci pojawia się szereg jej krewnych, znajomych. I tak kreuje się wyobrażona rzeczywistość:).
A czy jest coś co może mi przeszkadzać podczas pisania książki… W tym momencie, kiedy dokładnie wiem, co mam napisać, kiedy bohaterowie wskoczyli już w swoją codzienność i zaczynają żyć swoim życiem, nic nie jest w stanie mi przeszkodzić. Jeżeli tylko mam świadomość, że nikomu z moich bliskich nie dzieje się krzywda potrafię odmeldować się ze świata rzeczywistego i wspólnie z moimi bohaterami brnąć w ich życie.

9

Czy ma Pani pod swoim dachem jakiegoś zwierzaka? Jeśli tak to jaka jest jego historia?

Aktualnie nie mam. Jesteśmy na etapie przeżywania straty…

Marta Korycka

10

Co zrobiłaby Pani raz jeszcze?

Zawsze trzeba próbować czegoś nowego:).

11

O co mogłaby Pani wytoczyć wojnę, małą lub dużą?

O szeroko pojęte szczęście najbliższych, a tym samym o swoje własne…

12

Dużo Pani czyta i to od dawna. Czego Pani szuka w książkach? Co daje Pani czytanie?

Odpoczywam przy książce, zwłaszcza dobrej. Takiej, która potrafi uruchomić moją wyobraźnię i przenieść w kreowaną przez autora rzeczywistość bez reszty. Czasami warto oderwać się od tego co tu i teraz, czasami nawet trzeba…

Kasia Piwoda

13

Czy zanim Pani zacznie pisać powieść, wie Pani jak się potoczą losy bohaterów od początku do końca, i nie chce Pani nic zmienić, czy jednak dopuszcza Pani, że mogą się zbuntować i wybrać własną drogę i wtedy powieść wygląda całkiem inaczej, niż wcześniej Pani sobie zaplanowała?

Dopuszczam. I raczej nie mam wyjścia, bo w momencie gdy postacie nabiorą już realnych kształtów, zaczynają żyć swoim życiem. W sposób, niejednokrotnie irytujący acz stanowczy, zbaczają z wytyczonej przeze mnie ścieżki, samodzielnie kształtując literacką rzeczywistość. Wspominałam gdzieś, że jednym z najbardziej niesubordynowanych przykładów było zachowanie Justyny. Uczucie do Zbyszka pojawiło się dopiero przy samym końcu książki, tworząc dość zaskakujący finał. Zaskakujący również dla mnie samej. Ale czy miałam prawo stanąć temu związkowi na przeszkodzie…?

14

Co Pani daje pisanie, czy to jest tylko i aż praca, spełnienie najskrytszych marzeń, hobby, radość, a może sposób na odreagowanie? I jakie są tego negatywne strony (o ile w ogóle są jakieś) z punktu widzenia autora (bo pozytywne, to przede wszystkim my, czytelnicy, odbieramy ciesząc się z każdej kolejnej wydanej książki!)

Pracą nie jest. Czasami brakuje mi jednej dość istotnej cechy – samodyscypliny, a ta wydaje się u pisarza niezbędna, dlatego chyba nie ryzykowałabym realizowania się w tym zawodzie. Obecna sytuacja odpowiada mi w zupełności, sytuacja, w której do pisania zasiadam gdy mam czas, pomysł… gdy zaczyna się pojawiać w ogólnym zarysie jakaś historia. Sprawia mi to przyjemność, a jednocześnie jest też sposobem na odreagowanie, wyrażenie wątpliwości, pozbycie się frustrujących odłamków codzienności.

15

Czy w trakcie pisania swoich powieści dzieliła się Pani ich fragmentami ze swoimi najbliższymi, może z kimś z rodziny, albo z przyjaciółką? Czy raczej nikt nie miał takiej możliwości, bo nie chciała Pani się sugerować czyjąś opinią i wolała Pani dokończyć książkę po swojemu?

Zdarzyło się kilka razy, żebym zasięgała opinii… Niechęć do dzielenia się fragmentami powstającej powieści nie wynika z egoistycznej chęci tworzenia samodzielnie. Wymaga ode mnie po pierwsze umiejętności dokładnego wprowadzenia kogoś w tworzoną historię, a ja przecież nie jestem do końca pewna jak się ona potoczy. Po drugie wiąże się z dość dużą dawką niepewności. Owszem zaczęłam, ale… czy potrafię skończyć? Czy nagle nie zabraknie słów, pomysłów… czy to co piszę doczeka się finału? W moim przypadku opiera się to zazwyczaj na cichym pisaniu i nie ogłaszaniu wszem i wobec, że oto piszę. Czas teraźniejszy wolę zamieniać na przeszły…

Gabriela M.

16

Bardzo ciekawi mnie, dlaczego nie sięga Pani po kryminały, skoro tak bardzo lubi Pani czytać książki i właściwie nie pomija żadnego gatunku?

Ano właśnie od jakiegoś czasu już czytam, za sprawą szwedzkich, ale i polskich autorek ten gatunek wrócił do moich łask… Długo zaś omijany szerokim łukiem po wczesnych doświadczeniach czytelniczych, nie potrafiłam podchodzić humorystycznie do śmierci. I chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę, że istnieją inne sposoby przedstawiania morderstw… konsekwentnie unikałam kryminałów. Do niedawna.

17

Męstwo, bezinteresowność, otwartość na świat, dobroć, agresywność, stanowczość, nieśmiałość, chciwość... Są to przypadkowe cechy, którymi mogą odznaczać się bohaterowie książkowi. A jakie cechy musi według Pani posiadać postać, by stać się ulubieńcem czytelników? Jaka musi ona być?

Według mnie powinna być przede wszystkim wiarygodna. Ja takich bohaterów lubię najbardziej, prawdziwych z krwi i kości. Nie szukam chodzących ideałów, ale nie przepadam też za postaciami mało wyrazistymi… Gdzieś jest złoty środek, wydaje mi się jednak że u każdego czytelnika leży on w zupełnie innym miejscu:).

18

Lektury szkolne. Jedni uważają je za wytwór bardzo dobry, potrzebny i w pełni zgadzają się z tym, by dzieci czytały książki wcześniej ustalone przez nauczyciela. Inni mówią natomiast, że lektury są złe, ponieważ zniechęcają do czytania książek, gdyż są narzucane z góry, trzeba je przeczytać w danym terminie, a jeśli nie, to uczeń otrzymuje stosowną ocenę. Niektórzy sądzą, że właśnie przez to tak niewielu Polaków czyta książki, gdyż nie kojarzą ich z tymi dziełami, które są ciekawe i naprawdę dobre, tylko z tymi narzuconymi wcześniej książkami, przez co nie patrzą na czytanie jako na przyjemność, ale na przymus. Jakie jest Pani zdanie o lekturach szkolnych i co o nich sądzi? Potrzebne czy zbędne?

Walczymy z niechęcią do książek na różne sposoby, prowadzimy akcje zakrojone na szeroką skalę, uatrakcyjniamy najmłodszemu czytelnikowi jak tylko się da proponowaną literaturę. Ale my możemy tylko podać rękę, doprowadzić do tego świata, w który każdy sam powinien wejść. Świata własnej nieograniczonej wyobraźni. Pytanie tylko, czy każdemu chce się chociażby uchylić te drzwi, skoro naokoło jest mnóstwo obrazów, w oglądanie których nie trzeba wkładać nawet minimum wysiłku? Chyba od zawsze takie było zadanie lektur szkolnych… Czy w czasach szkoły średniej sięgnęłabym dobrowolnie po… powiedzmy, Dostojewskiego? Wątpię. Dzięki temu zaś, że znalazł się na liście lektur obowiązkowych nie miałam wyjścia. Czy szukałam innych tytułów? Rzecz jasna, bo mi w tamtym czasie bardzo pasował. Niektóre książki po prostu trzeba poznać… Tyle, że… ostatnio lista wymaganej literatury ulega zmianie, czy jest to dobra zmiana i czy rzeczywiście ktoś nad nią czuwa?

Agnieszka Kosińska/Molek Molek

19

Pani debiut "Aby do mety" opowiada o kobiecie, która uparcie próbuje zaciągnąć ukochanego przed ołtarz. Czy stawiając sobie jakiś cel, dąży Pani do jego realizacji za wszelką cenę?

Uparcie do celu… Czasami okazywało się, że zbyt wiele przeszkód stoi na drodze do jego osiągnięcia. Jeżeli koszty okazują się za wysokie – zarówno te poniesione przeze mnie, jak i przez innych – rezygnuję. Nie jestem zwolennikiem zasady, w imię której można realizować wytyczone sobie cele nawet gdy ktoś ponosi straty. Nie zawsze i nie wszystkie środki potrafi uświęcić.

20

Jak "Na trzy sposoby" radzi sobie Pani z problemami dnia codziennego?

Dystans po pierwsze, liczenie już nie pomaga więc kolejnym krokiem jest próba oderwania się chociaż na chwilę od źródła problemu ot, żeby pozbyć się negatywnych emocji:). Po trzecie spokój. W teorii oczywiście wszystko pięknie brzmi, z praktyką dość często bywa zupełnie inaczej. Jedno jest pewne – staram się je jakoś rozwiązać, z różnym skutkiem, ale się staram. Pozostawione samym sobie po jakimś czasie potrafią urosnąć do rangi prawdziwych katastrof… a tych chyba nikt z nas nie lubi.

21

Sama przeżyłam mieszkanie z Teściową, więc wiem co to znaczy ;) Jak pomocna i wspaniała by ona nie była, nigdy nie będzie to komfortowe. Jaką jedną radę dałaby Pani kobietom w takiej sytuacji?

Nie ośmielę się dawać żadnych rad, prócz tych wspomnianych nieco wyżej. A i tutaj należy pamiętać, że moje wypowiedzi są czystym teoretyzowaniem…

Edyta Chmura

22

W Pani książkach możemy poznać różne oblicza miłości. Jest to niewątpliwie temat często pojawiający się w literaturze. Ważne jest jednak jak ukazuje się relacje międzyludzkie, jak realistycznie pisarz potrafi opisać te uczucia. Jak Pani sobie radzi z ubraniem w słowa tego, co ulotne, potwierdzane czynami, trudne do nazwania? Czy jest coś, czego nie potrafiłaby Pani wyrazić, opisać słowami?

Nie można powiedzieć, żeby było to banalnie proste. Nie jestem pewna, czy formułuję myśli wystarczająco precyzyjnie, czy realistycznie oddaję relacje między bohaterami. Dość często łapię się na skrótach myślowych, nie tylko w książkach z resztą, w rozmowach z bliskimi też mi się to zdarza, niekoniecznie jednoznacznych dla czytelnika. Niemniej jednak staram się wejść w sytuację opisywanej postaci, spróbować zrozumieć jej uczucia, dociec przyczyn zachowania i… nie oceniać. Co zaś się tyczy spraw, których nie potrafiłabym wyrazić słowami… wolę ich sobie chyba nie wyobrażać…

23

"Małych wojen" i "Awarii uczuć" nie da się uniknąć w związku. Trzeba pokonać kryzys i zdecydowanie podążać "Aż do mety". Niestety czasami miłość się wypala i nie warto walczyć z wiatrakami, gdzieś po drodze zginęło to najważniejsze. A może jednak "Miłość raz jeszcze?". Ile szans dałaby Pani miłości?

Ona sama daje sobie tyle szans ile zapragnie:). Czasami puka nie proszona, albo wręcz łomocze w zamknięte ze złością drzwi. Czy można sobie założyć, na ile szans zasługuje… Czy raczej należy do tego gatunku uczuć, które nie pytają o nic, nie proszą, tylko pchają się brutalnie i bez pardonu panoszą w naszych sercach? Ile razy uda jej się pokonać złość, reanimuje zaufanie, zamydli oczy… tyle razy sama sobie daje szansę. A dopóki jest silna… to chyba warto za nią pójść:).

24

Jaki według Pani powinien być idealny czytelnik?

Wystarczy, że lubi czytać. Idealna ma być książka, która trafi w jego gust…:).

Wiktoria Guziewicz

25

Czy jest Pani szczęśliwa? Nie w związku, nie jako przyjaciółka, tylko tak po prostu, jako osoba, której jest dobrze w życiu.

Różnie z tym szczęściem bywa… Kapryśne, czasem zagląda, czasem unika mnie jak ognia. Sama staram się wyszukiwać go jak najwięcej w prozaicznych nawet czynnościach, czy rozmowach i doceniać, zatrzymywać przy sobie jak najdłużej, jeżeli już się pojawi. Czy mogę samą siebie ocenić jako osobę, która osiągnęła permanentny stan zadowolenia ze swojej codzienności…? Nie wiem…

26

Jest Pani pisarką, ale też czytelnikiem. Jaka książka poruszyła Panią najbardziej i dlaczego. Czy przez utożsamienie się z bohaterem, czy może przez podobieństwo przeżyć?

Utożsamianie się i podobieństwo przeżyć raczej nie… Poza tym nie jestem w stanie podać jednego tytułu, który zawładnął moją wyobraźnią bez reszty. Tych książek przewinęło się wiele, wielu pisarzy różnych gatunków literackich darzę wielkim szacunkiem. Do niektórych wracam, w zależności od nastroju, po inne nie sięgam z racji głęboko zakorzenionych uprzedzeń, po to żeby później nadrabiać ogromne zaległości. A tych jeszcze mam całkiem sporo…

27

Jaką inną pasją zastąpiłaby Pani pisanie i czytanie książek (gdyby okazało się, że tego już Pani nie może robić)?

Może rysowaniem… albo śpiewaniem, ku wątpliwej uciesze najbliższych…:)


Jak zwykle dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu za udział oraz pytania. W imieniu swoim oraz czytelników bloga dziękuję Pani Joannie za poświęcony czas i za udzielenie bardzo interesujących odpowiedzi. Wydawnictwu Replika dziękuję za przeznaczenie książki na konkurs. Nagroda w postaci książki „Miłość raz jeszcze?” wędruje do Kasi Piwody, serdecznie gratuluję i czekam na adres do wysyłki nagrody.


Ostatnio wokół mnie wiele się dzieje, wynikło kilka (różnych) sytuacji, które dały mi do myślenia, wzbudziły najpierw smutek, potem falę irytacji, a na koniec złość. Żyjemy w czasach, w których wszystkim dogodzić się nie da. Dlatego postanowiłam, że…
...mówię pas.
Szkoda mi na to wszystko nerwów, energii i czasu, toteż zdecydowałam, że z końcem maja zamykam cykl. Tym samym zachęcam do udziału w kolejnych odsłonach wywiadowni, ponieważ będą to wasze ostatnie szanse na zdobycie nagrody.
...a ja…
...postąpię egoistycznie, ponieważ w czasie, który w ten sposób nieco mi się zwolni… w końcu zajmę się swoimi najbliższymi.

Pozdrawiam,
NH



6 komentarzy:

  1. Gratuluję, wywiad bardzo wyczerpujący i interesujący :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za odpowiedzi na moje pytania, jak i na inne również :-) bardzo się cieszę, że mogłyśmy Panią lepiej poznać, dla niektórych znas to pewnie jedyna taka możliwość, więc tym bardziej się cieszę :-) I bardzo dziękuję też za nagrodę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje dla Kasi :) Oraz dla wszystkich osób zadających pytania, bo dzięki Wam wywiad wyszedł świetnie! :)
    Szkoda, że zamykasz cykl:( Przyjemnie się to czytało i przy okazji była fajna zabawa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje dla Kasi!
    No cóż, coś się kończy, coś się zaczyna...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo interesujący wywiad :)

    OdpowiedzUsuń