"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

piątek, 13 maja 2016

"Donikąd" Konrad Czerski [RECENZJA]




Dla mnie jesteś pan człowiekiem znikąd, który zmierza donikąd (...)”. str. 171


Głównym bohaterem powieści jest Bruno Werner, w chwili kiedy go poznajemy, dowiaduje się, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Chłopak przyjmuje tę wiadomość, jakby zginął jakiś daleki krewny, owszem kochał rodziców, ale praktycznie ich nie znał, gdyż byli w ciągłych rozjazdach. Dwudziestosześcioletni, nie ma własnej rodziny, prócz brata, z którym nie utrzymuje kontaktów, ponadto nie ma wykształcenia wyższego, obowiązków, ani nawet prawa jazdy, czy pracy zarobkowej. Po śmierci rodziców Bruno przeprowadza się do Wrocławia, tam też zaczyna pisać swoją debiutancką powieść.

Pewnego dnia, będąc na targu, zatrzymuje się przy jednym ze straganów, gdzie jego uwagę przyciąga pewna książka, którą decyduje się kupić. W ten sposób staje się właścicielem „Towards Nowhere”, czyli „Donikąd”. Początek książki bardzo intryguje Bruna, dlatego postanawia poszukać informacji o autorze i wydawcy. Jednak książka nie posiada wzmianki ani o jednym, ani o drugim, brak w niej informacji, które to wydanie, brak również daty oraz numeru stron, książka pisana jest ciągiem, bez akapitów ani podziałów na rozdziały. Internet również milczy na temat danej powieści, co bardziej podsyca ciekawość Bruna. Natrętna niewiadoma nie daje mu spokoju, dlatego postanawia odnaleźć autora powieści.

Odrzucenie sprawia, że zaczynam szukać. Za jego przyczyną po mało emocjonujących przygodach trafiam do papierowego labiryntu. Długo szukam wyjścia, aż dociera do mnie, że poruszanie się po zakamarkach tego świata, fascynacja jego pięknem, relacje z napotkanymi tam postaciami same w sobie są upragnioną ucieczką i że jeśli stale się przemieszczam, żyję.”. str. 9

Książka Donikąd pióra Konrada Czerskiego jest jego debiutancką powieścią. Pierwsze, co nasunęło mi się po przeczytaniu książki to WOW. Mało kto potrafi pisać tak naprawdę o niczym, ale tak barwnym językiem, że ciężko jest się oderwać od lektury. Autor z przymrużeniem oka naśmiewa się z głównego bohatera, który przez niemalże 30 lat był leniem patentowanym, nie wiedział, czego od życia oczekuje i nie miał żadnego planu na przyszłość. Pewnego dnia się budzi i stwierdza, że zostanie wielkim pisarzem, ale prawdopodobnie przypuszczał, że książka sama się napisze, a swoje lenistwo tłumaczył wiecznym brakiem weny.

Miarowe tykanie zegara kroi wieczność na jednosekundowe interwały. Wpatruję się w zamazane odbicie swojej twarzy majaczące na ekranie monitora. Na ponurej bieli nie odznacza się żadna treść – ani jedno zdanie, które choć w części przysłoniłoby zrozpaczone spojrzenie nieudacznika, nic, co dawałoby nadzieję, że pod koniec dnia wstanie on z krzesła z poczuciem satysfakcji. A im bardziej wbijam wzrok w białą planszę, tym bardziej nic na niej nie widzę.”. str. 122

Czerski wtrącił do książki kilka wątków fabularnych, które na końcu książki pięknie układają się w spójną całość. Jednym z nich jest przedstawienie życia Bruna, jego rodziny, romansu oraz pisanie debiutanckiej powieści. Drugi watek to poszukiwanie autora książki Donikąd i chęć jego bliższego poznania, mowa tutaj o tajemniczym Daremo Inai. Ostatnim jest zobrazowanie Sophie – młodej angielki oraz pewnej seniorki Lorny Hill, która opowiada nieco ze swojej przeszłości. Ciekawe jest, że w powieści znajduje się postać Konrada Czerskiego, kim jest mężczyzna? Zakończenie jest totalnym zaskoczeniem. Niby niewielkich rozmiarów książka z okładką bardzo minimalistyczną, ale za to środek, jaki ciekawy. Nigdy nie spodziewałabym się takiej historii, która jest notabene bardzo oryginalna. Chyba mam nosa do książek, bo wpadają mi w ręce same powieści godne polecenia.

Nie kieruje mną próżność, lecz lęk, gdyż znowu zawisłem pomiędzy nicością a nieskończonością, a wokół mnie rozpościera się papierowa pustka.”. str. 290

Bruno oprócz na lenistwo cierpi jeszcze na rozdwojenie jaźni, któremu przypisuje wszystkie złe wyskoki, czy to pobicie do nieprzytomności chłopaka, czy podpalenie domu. To nie on robi, jak sam twierdzi, lecz jego gorsza natura, czyli Kaduk. Kim jest Kaduk, tego nikt nie wie, wiadomo jedynie, że stoi tuż obok Bruna i w atakach towarzyszy mu niczym cień.

Kończąc. Jestem w pełni zadowolona z lektury. Historia jest tak pozytywnie zakręcona, że autor mógłby pokusić się o napisanie kryminału, myślę, że trudno byłoby odkryć zbrodniarza. Dlatego, że w Donikąd rozwiązanie całej zagadki jest na wyciągnięcie ręki, ale autor tak sprawnie manipuluje czytelnikiem i dawkuje informacje z umiarem, że ostatecznie zakończenie mnie zaskoczyło. Powieść jest świetnie skonstruowana, z żywymi bohaterami, adekwatnymi do sytuacji dialogami oraz z niesztampową fabułą. Jestem pewna, że nie jest to książka dla każdego, ale zachęcam do sięgnięcia po nią. Polecam osobą, które zadają sobie podstawowe pytanie: dokąd zmierzają? Także czytelnikom, którzy lubują się w powieściach filozoficznych.


Tytuł: Donikąd
Seria: Szpunt do Antałka
Autor: Konrad Czerski
Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: marzec 2014
Liczba stron: 296
Gatunek: Literatura piękna
Moja ocena: 5/6

Za egzemplarz powieści dziękuję Wydawnictwu Oficynka.


4 komentarze:

  1. Czuję się zaintrygowana, to chyba książka dla mnie, jeśli znajdę wolną chwilę z przyjemnością po nią sięgnę :) Pozdrawiam Klaudia, miłego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że książka akurat Tobie przypadnie do gustu :) Także polecam. Dziękuję, Tobie Aga również udanego weekendu, wypoczywaj z książką w dłoni ;)

      Usuń
  2. Przeczytałam i również bardzo mi się podobała ! Bardzo wciągająca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam i również bardzo mi się podobała ! Bardzo wciągająca :)

    OdpowiedzUsuń