"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

piątek, 6 stycznia 2017

[PRZECZYTAJ FRAGMENT]: „Odroczone nadzieje” Anety Krasińskiej

Videograf SA



22 listopada 2016 roku, nakładem Wydawnictwa Videograf SA, ukazała się najnowsza powieść Anety Krasińskiej „Odroczone nadzieje”, którą blog Nowe Horyzonty objął patronatem medialnym. Moją recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Dzisiaj mam dla Was fragment książki, który, mam nadzieję, zachęci Was do lektury.


Autorka o sobie:
Głodna życia i nowych wyzwań, które inspirują mnie do działania i pozwalają czerpać energię do pracy. Najlepiej odpoczywam w otoczeniu przyrody i zabytków. Z filiżanką słodkiej kawy zasiadam do czytania powieści obyczajowych lub kryminałów. W powieściach poruszam problemy kobiet walczących z przeciwnościami losu. Zadebiutowałam w 2014 roku powieścią „Finezja uczuć”, ukazującą trudne ludzkie wybory i ich konsekwencje.” (http://anetakrasinska.blogspot.de/)



Pisarkę bliżej poznacie odwiedzając:
Fanpage: TUTAJ
Bloga: TUTAJ.
Czytając wywiad: TUTAJ


Recenzja:




FRAGMENT POWIEŚCI:


www.odroczonenadzieje.blog

WYROK
Złe wieści potrafią przygnieść nawet najtwardszych, pozbawić ich energii i obnażyć głęboko skrywane lęki. Histeria pozbawia świadomości, usypia duszę, a z ciała wysysa soki witalne. Łudzi pozornym działaniem. Kłóci się z logiką, która jeśli się nie podda tyranii, jest w stanie wziąć górę, odbić się od dna i z impetem wznieść się ponad standardowe rozwiązania. Porażka lub zwycięstwo zależą wyłącznie od nas!
Zastanawiam się, ile człowiek jest w stanie znieść? Czasem wydaje nam się, że spadło na nas już tak wiele, jesteśmy zdesperowani i nie dostrzegamy lepszego jutra, gdy nagle zupełnie niespodziewanie spada na nas kolejny cios i w jednej chwili musimy wspiąć się jeszcze wyżej, dać z siebie jeszcze więcej. Wówczas dokonać można takich rzeczy, o które nigdy wcześniej byśmy siebie nie podejrzewali...
Czy każde poświęcenie ma jakiś kres? O poświęceniu mówię tylko wtedy, gdy robię coś, co powoduje moje cierpienie i nie ma tu znaczenia, czy jest to ból fizyczny, czy psychiczny. Poświęceniem nie jest pomoc tym, którzy są dla mnie esencją życia. Kres przychodzi wówczas, gdy jedna ze stron tego układu zaczyna się męczyć i przestaje widzieć cel w tym, co robi.
Życie stawia nas przed trudnymi wyborami, ale czy zawsze postąpilibyśmy jednakowo w danej sytuacji? Mam nieodparte wrażenie, że największe znaczenie dla podjęcia decyzji mają nasze doświadczenia życiowe oraz aktualne uwarunkowania. Łatwo jest osądzać innych, mówiąc im, co powinni robić. Każdy dorosły człowiek posiada własny system wartości, kształtowany przez całe życie, wobec czego sam jest w stanie racjonalnie ocenić sytuację...
9 lutego 2015r.


Postawienie ostatecznej diagnozy zajęło lekarzom kilka miesięcy. Początkowo matka Aldony zdawała się być po prostu zagubiona w zbyt szybko, nawet jak dla młodych, zmieniającym się świecie. Zapominała o zrobieniu zakupów, pójściu do kościoła czy do sąsiadki. Nie pamiętała o tym, że rano wstawiła pranie, i czasem wyjmowała je z pralki dopiero wieczorem lub drugiego dnia. Nieraz siadała w fotelu i wpatrywała się w wyłączony telewizor. Ojciec od początku wypominał jej, że to objawy starości. Wówczas denerwowała się jeszcze bardziej i dochodziło do kłótni, które z czasem stały się swoistym rytuałem ich wspólnego życia.
- O której będzie obiad - zapytał ojciec, wchodząc do kuchni.
- Jeśli tylko kelner złoży zamówienie, kuchnia natychmiast wyda posiłek - odpowiedziała mu żona, nie odrywając wzroku od obieranych ziemniaków.
- Nie wygłupiaj się - nalegał.
- Szef kuchni twierdzi, że używa jedynie świeżych produktów - odrzekła, po czym wrzuciła do garnka kolejny ziemniak.
- Przestań! - zdenerwował się. - Idę do Makowskiej, bo zlew jej cieknie i nie wiem, ile mi się tam zejdzie, więc może zjem zanim wyjdę?!
- Dziękuję. Mrożonek nie przyjmujemy - tłumaczyła, nalewając wody do garnka i stawiając go na gazie.
- Znowu zaczynasz?! - krzyczał coraz głośniej. - W ogóle nie słuchasz, o co cię pytam, a później wygadujesz głupoty! Może powinnaś pójść do lekarza, bo chyba ogłuchłaś na starość!
- Nie krzycz – prosiła, przestraszona. - Nie krzycz na mnie.
Patrzyła na niego, jakby zastanawiała się, skąd się tu wziął. Powoli odłożyła nóż i ciężko opadła na krzesło. Dopiero po chwili zaczęła płakać.
- Najpierw pleciesz bzdury, a teraz jeszcze beczysz! - wciąż był mocno poirytowany. - Mam już tego serdecznie dosyć!
Wychodząc, głośno trzasnął drzwiami.
Nawet po ślubie początkowo Lidka nadal mieszkała z rodzicami, ale po przyjściu na świat Estery, nie mogąc znieść ciągłych awantur, spakowała się i wraz z rodziną wyprowadziła się do teściów. Tym samym ojciec stracił wszelkie opory i nieustannie prowokował konflikty. Tymczasem w zachowaniu matki chwile nadmiernego pobudzenia przeplatały się z całkowitą apatią. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Aldona w domu rodziców bywała sporadycznie, a Darek odkąd wyjechał za granicę poprzestał na telefonach przy okazji świąt. Matka Aldony nie należała do osób otwartych, dlatego z nikim nie rozmawiała o swoich problemach. Dopiero zaskakująca wyprowadzka ojca wzbudziła zainteresowanie córek, a częstsze wizyty w domu rodzinnym spowodowały, że umówiły straszą kobietę na wizytę do lekarza rodzinnego. Pierwsze spotkanie nie dało żadnej odpowiedzi, ale kolejne badania rzucały nowe światło i zbliżały do postawienia diagnozy.
W tym czasie Lidka była już w zaawansowanej ciąży z bliźniętami, co na dodatek zbiegło się w czasie z przeprowadzką do nowego mieszkania, dlatego to Aldona wzięła na siebie wszystkie obowiązki związane z ustaleniem terminów kolejnych wizyt u specjalistów i zawiezieniem matki na badania. Jak zwykle miała zaległy urlop, którego nie zdołała wykorzystać, dlatego teraz nie miała problemu, aby zająć się chorą, która coraz mniej rozumiała z tego, co się wokół niej działo. Rano zapominała się przebrać z piżamy, w której najchętniej spędziłaby cały dzień. Nie przeszkadzało jej to nawet wówczas, gdy szła do sklepu. Któregoś dnia miały umówioną konsultację z neurologiem, ale kiedy Aldona przyszła po matkę, ta pod płaszczem miała koszulę nocną, której absolutnie nie chciała zdjąć.
- Mamo, nie możesz tak wyjść na zewnątrz - tłumaczyła jej. - Przeziębisz się.
- Ty się chyba nie znasz - kpiła z córki. - To najdroższa sukienka, jaką mam. Ojciec mi ją kupił na dwudziestą rocznicę ślubu.
- Mamo, to tylko koszula nocna - usiłowała jej wyjaśnić.
- Nie mów tak! Zazdrościsz mi, bo ty nie dostaniesz takiego prezentu. Nawet nie masz męża - naigrawała się z niej.
- Jeśli się nie pośpieszysz, ucieknie nam pociąg - przekonywała, puszczając mimo uszu uszczypliwości matki. - Pomogę ci założyć inną sukienkę. Pamiętasz, tę dostałaś ode mnie i od Lidki na swoje sześćdziesiąte piąte urodziny.
- Uwielbiam jedwab, a ona jest taka delikatna - mówiła, głaszcząc koszulę.
- Tak, jest piękna - przyznała w końcu Aldona i poddała się.
Ostatecznie nie zdążyły na pociąg, żeby dojechać do Warszawy, i znowu trzeba było kilka miesięcy czekać na termin kolejnej konsultacji lekarskiej. Od tamtej pory przed każdą wizytą Aldona przychodziła trochę wcześniej, aby mieć czas na ewentualne działanie. Matka zawsze była upartą osobą, ale postępująca choroba sprawiała, że stawała się nie do zniesienia. Córka wiele razy miała ochotę wyjść i zostawić ją samą sobie. Coraz bardziej brakowało jej cierpliwości, a przedłużający się proces diagnostyczny dodatkowo frustrował.
Aldona wyraźnie odczuwała napięcie związane z sytuacją domową, co w efekcie zaczęło rzutować na sprawy zawodowe. Brak dyspozycyjności odbił się dużym echem podczas dorocznego spotkania w celu przyznania nagród za – jak to dumnie podkreślała dyrektorka wydziału – najwyższe zaangażowanie i wyróżniającą się postawę pracownika. Pierwszą nagrodzoną została Iza, pracująca od niedawana na stanowisku Pawła, która w szczególny sposób współpracowała ze swoja przełożoną, życzliwie donosząc o tym, co się działo za jej plecami.
- Gratuluję i dziękuję za ogromny wkład w rozwój wydziału - powiedziała dyrektorka, mocno ściskając dłoń ulubienicy. - Życzyłabym sobie, aby inni również skupili się na pracy, pozostawiając życie osobiste za drzwiami urzędu.
Podchodząc do Aldony i wręczając jej nagrodę, nachyliła się nad nią, mówiąc:
- Rozumiem, że przeżywasz trudne chwile, ale musisz się zmobilizować i zacząć lepiej wykonywać swoje obowiązki. Nie chciałabym rezygnować z naszej współpracy. Tym bardziej, że chyba sama widzisz, jak dużo mamy pracy, odkąd Paweł musiał odejść.
Aldona dała się zaskoczyć tymi słowami. Znowu Paweł. Nawet, gdy już nie pracował, wciąż był w mniemaniu swej matki, najlepszym pracownikiem. Zawsze starała się wykonać swoje obowiązki najlepiej jak potrafiła. Mało tego, robiła więcej, niż musiała, bo nigdy nie miała serca przejść obojętnie zarówno wobec prośby współpracowników, jak i zwierzchnika, a dziś była karcona jak mała, nieposłuszna dziewczynka, która zamiast nauki i obowiązków wybrała zabawę lalkami. Złość mieszała się z goryczą i niedowierzaniem.Choroba jej matki to nie była zabawa. To długie godziny poświęcone żmudnym ćwiczeniom pamięci, tłumaczenie niczym dziecku, że aby wyjść na zewnątrz, trzeba najpierw się przebrać z piżamy, a do jedzenia używamy sztućców, a nie rąk. To, co kiedyś było oczywiste, obecnie dla jej matki stawało się abstrakcją, z którą nie potrafiła się w żaden sposób zmierzyć. Codzienne czynności stawały się dla niej wyzwaniem i jak na razie lekarz nie wyjaśnił im, dlaczego tak się dzieje.

***




Czy spodobał się Wam opublikowany fragment?





*Post zawiera materiał promocyjny od Wydawnictwa Videograf Sa. Fragment dostępny również tutaj.

1 komentarz: