"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

piątek, 10 lutego 2017

[PRZECZYTAJ FRAGMENT] „Ścieżki przeszłości” Edyta Kowalska.


28 października nakładem Wydawnictwa Poligraf, ukazała się najnowsza powieść Edyty Kowalskiej „Ścieżki przeszłości”, która stanowi kontynuację cyklu „Ścieżki życia”. Dzisiaj mam dla Was fragment książki, który, mam nadzieję, zachęci Was do lektury.


Fragment powieści:

Rok 1944
Deszcz zaczął kropić tuż przed południem. Jeszcze kilkadziesiąt minut temu promienie jesiennego słońca ogrzewały mocno każdy kąt podwórza. Nawet pod ogromną lipą było duszno i nic nie wskazywało na to, że pogoda tak gwałtownie się zmieni. Kiedy czarne chmury pokazały się na niebie, Weronka szła już do lasu. Była taka szczęśliwa. Kilka tygodni temu Franek wyznał jej miłość.
– Nie mogę żyć bez ciebie – szepnął, kiedy siedzieli na mchu obok rozłożystej brzozy. – Jesteś powietrzem, którym oddycham. Krwią, która płynie przez całe moje ciało. Jesteś ogniem, wodą, wolnością. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham cię. Kocham, kiedy obierasz cebulę, kiedy zaplatasz warkocze, kiedy pijesz wodę i kiedy uśmiechasz się do mnie. Proszę, powiedz, że ty też mnie kochasz. Inaczej moje życie się skończy.
Weronka ujęła twarz chłopaka w dłonie, popatrzyła mu głęboko w oczy i skinęła głową. Franek uśmiechnął się i pocałował delikatnie dziewczynę.
– Jak tylko skończy się wojna, weźmiemy ślub, dobrze? – Wziął Weronkę za ręce i pocałował. – To już niedługo, zobaczysz!
Tego dnia mieli się spotkać na rozstaju dróg, a potem iść razem do pobliskiej wsi po ulotki. Deszcz zaczął kropić coraz mocniej, w oddali słychać było grzmoty. Weronka nie bała się burzy, choć wiedziała, że w lesie nie wróży nic dobrego. Dobiegła do umówionego miejsca i stanęła, rozglądając się za Frankiem. Poza dochodzącymi z daleka odgłosami burzy panowała cisza. Deszcz padał miarowo, a wielkie krople spływały jej po włosach, twarzy i ubraniu. Wystawiła twarz do nieba, wyszła na środek drogi, zamknęła oczy i zaczęła kręcić się wokoło. Podniosła wysoko ręce i próbowała złapać krople. Było ciepło i parno, a odgłosy piorunów dało się słyszeć coraz bliżej. Nagle usłyszała coś jeszcze. Stanęła i otworzyła oczy. Niedaleko zobaczyła niemiecki samochód, który wolno jechał w jej stronę. Rozejrzała się w panice, ale nie miała gdzie uciec. Samochód zatrzymał się przed nią i wysiadł z niego kapitan Richter. Weronka poznała go od razu, on też ją rozpoznał.
– A kogo my tu mamy? Proszę, proszę – powiedział, uśmiechając się złośliwie. – Panna Agnieszka we własnej osobie. – Obszedł dookoła dziewczynę i stanął za jej plecami. – Wiedziałem, że wcześniej czy później nam się przydasz. Czekasz na kogoś? – Znów stanął naprzeciw niej.
Weronka stała ze spuszczoną głową i modliła się w duchu, aby Franek zobaczył samochód i nie podchodził.
– Widziałem, jak skręcasz do lasu, i kazałem kierowcy cię śledzić. Mam nadzieję, że nie na próżno. Macie jakieś umówione znaki? – Spojrzał na dziewczynę. – No mów, ty głupia dziwko! Odezwij się w końcu! – Uderzył Weronkę w twarz.
Dziewczyna skuliła się i schowała twarz w dłoniach. Deszcz padał coraz mocniej, na niebie pojawiły się pierwsze błyskawice, grzmoty były coraz częstsze.
Kierowca, który do tej pory nie wtrącał się do tego, co robi kapitan, zaczął coś do niego mówić po cichu i wskazywać na dziewczynę, która mokra od łez i deszczu siedziała pod drzewem. Richter słuchał i patrzył na nią z coraz większą złością. Nagle podbiegł do niej i mocno ją kopnął.
– Ty polska dziwko! Oszukaliście mnie, ty, ten głupi leśniczy i jego głupia żona! Kim ty właściwie jesteś?! Odpowiadaj, jak pytam! – Rozwścieczony kopał leżącą już na ziemi dziewczynę.
– Ona nic nie powie, to niemowa. – Kierowca próbował odciągnąć kapitana od Weronki.
– Niemowa?! – Niemiec roześmiał się ironicznie. – Niemowa mnie oszukała… Coś takiego! – powiedział z obłędem w oczach. – Zadrwiłaś ze mnie, polska szmato! Jeszcze nikt ze mnie tak nie zadrwił! Ale ja ci pokażę, co robię z takimi małymi polskimi dziwkami!
Jeszcze raz kopnął Weronkę i odwrócił ją na plecy. Położył się na niej i szybko rozpiął rozporek w spodniach. Weronka resztkami sił starała się odepchnąć intruza, ale na nic się to nie zdało. Kiedy kapitan próbował podciągnąć jej sukienkę, otworzyła usta i jakimś nieziemskim wysiłkiem wydała z siebie okrzyk:
– Nieee! Zostaw mnie! – Głos był donośny, choć trochę nienaturalny i dziwnie brzmiący. Zaskoczony kapitan odsunął się na chwilę od Weronki i popatrzył na nią zdziwiony. W tym samym momencie oboje usłyszeli wystrzał pistoletu.




KILKA SŁÓW O AUTORCE:

Edyta Kowalska – absolwentka pedagogiki, filologii polskiej i zarządzania. Autorka „Ścieżek życia”. Kocha zwierzęta i wiosenne kwiaty. Uwielbia czytać i podróżować. Od kilku lat mieszka z mężem, synem, psami i kotem w niewielkiej, malowniczej miejscowości na Śląsku. Jest nauczycielką.


Zapraszam do odwiedzania profilu autorskiego Edyty Kowalskiej.








Czy spodobał Wam się opublikowany fragment?





*Post zawiera materiał promocyjny od autorki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz