"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

piątek, 24 marca 2017

[PRZECZYTAJ FRAGMENT] „Klątwa przeznaczenia” Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka.


8 marca nakładem Wydawnictwa Novae Res, ukazała się debiutancka powieść Moniki Magoskiej-Suchar i Sylwii Dubieleckiej „Klątwa przeznaczenia” należąca do gatunku fantasy. Dzięki uprzejmości autorek będę miała okazję przeczytać tę powieść i zrecenzować ją dla Was. Natomiast dzisiaj zaprezentuję Wam fragment książki, który, mam nadzieję, zachęci Was do lektury.




Krótko o Autorkach:

Źródło: Archiwum Autorek.
Monika Magoska- Suchar- rocznik 1983, urodzona w Krakowie, ukończyła prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Prywatnie mama trzy i pół letnich bliźniąt. Hoduje storczyki, wakacje najchętniej spędza w ukochanej Grecji, jest zakupoholiczką. Lubi mroczne lub otwarte zakończenia, które pozostawią zaintrygowanego czytelnika w niedosycie (finałową scenę z „Przeminęło z wiatrem” uważa za mistrzostwo).*

Sylwia Dubielecka- rocznik 1983, urodzona w Warszawie, ukończyła filologię angielską na Wydziale Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Prywatnie mama trójki maluchów. Kocha taniec, muzykę oraz rowerowe wycieczki krajoznawcze. Ostatnio zainteresowała się fotografią. Cechuje ją niepoprawny romantyzm i wiara w dobro, czemu daje wyraz w kreacji swoich bohaterów.*



Opis książki:

Arienne, młoda czarodziejka, szukając schronienia przed grożącym jej niebezpieczeństwem, postanawia zaufać Przeznaczeniu. Uzbrojona jedynie w magiczne umiejętności oraz kobiecą intuicję i spryt, przybywa do Czarnej Twierdzy, siedziby Związku- bractwa rządzonego twardą męską ręką, gdzie nie ma miejsca dla inteligentnych, uzdolnionych kobiet, takich jak ona. Zmuszona znosić liczne upokorzenia ze strony bezwstydnych Związkowców Arienne wchodzi pod protektorat jednego z najsilniejszych i najgroźniejszych z nich. Nie spodziewa się jednak, że za sprawą intrygującego, czarnowłosego mężczyzny cały jej plan się skomplikuje, zaś Los wyznaczy im wspólną misję.



Tytuł: Klątwa przeznaczenia
Autorzy: Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 8 marca 2017
Liczba stron: 812
Gatunek: Fantastyka
ISBN: 978-83-8083-342-5
Cena: 44,00 zł


Zapraszam do odwiedzania:
Fanpage autorek: TUTAJ
Fanpage książki: TUTAJ






Fragment powieści:

– Żałuj, że nie wróciłeś parę godzin wcześniej. – Ciemnowłosy mężczyzna rozkłada się na mahoniowej ławie przylegającej do ściany wyłożonej malowanymi w Znaki Związku kaflami. Wpółleżąc na niej, przygląda się swemu towarzyszowi, który stojąc tuż przed nim, wspiera prawą stopę na niewielkim zydlu, z mozołem zdejmując jeden z wysokich, zabłoconych butów. – Dużo straciłeś – dodaje po chwili, by przyciągnąć uwagę kompana.
– Wątpię. – Wysoki brunet rzuca mu krótkie spojrzenie swych czarnych, niczym węgiel oczu, po czym z westchnieniem ulgi uwalnia także drugą nogę z niewygodnego podróżnego obuwia.
– A jednak! Mogłeś mieć przydzielone na nauki u siebie niezłe ziółko.
Przystojny Związkowiec przerywa rozpinanie haftek bogato zdobionego w kwieciste wzory oraz kamienie szlachetne kaftana, zakurzonego pyłem przebytej niedawno drogi. Przez moment przygląda się rozmówcy, by po krótkiej chwili uwagi powrócić do swej czynności.
– Owszem. Jednak Argus wybrał Gavina, choć ja opiniowałem za tym, by dał ją do ciebie.
– To tak, jakby wybrał mnie! – odpowiada mu pozbawiony zainteresowania głos towarzysza, na chwilę stłumiony materią koronkowej koszuli. Gdy i ją mężczyzna zrzuca z siebie, prezentując swój doskonale umięśniony, szeroki tors, przystępuje do rozwiązywania spiętych na karku włosów. – No, dobrze. To co to za kobieta? – pyta po chwili, przeczesując palcami skręcone w kruczoczarne pierścienie włosy, które opadają mu teraz luźno za łopatki.
– Ha! A jednak cię zainteresowałem! – Jego przyjaciel klaszcze w dłonie i siada ze śmiechem na ławie, łapiąc rzucony mu przez kompana pas.
– Niech ci będzie, choć mnie zupełnie nie pociągają tutejsze kobiety.
– Tak, tak… Oczywiście! Wszyscy wiemy, że Lord twojego pokroju nie skala swej łożnicy byle kim! – Ciemnowłosy mężczyzna z udawaną ciekawością ogląda ozdobiony ogromną diamentową klamrą rycerski pas. – Która księżniczka była tym razem aż tak hojna? Czyżby ta twoja Pszczółka z Sinisterów? – pyta kąśliwie, zmieniając na chwilę temat.
– Do rzeczy, Tessi! – odpowiada mu poirytowane burknięcie.
– Och. Już dobrze, dobrze. Żartowałem tylko. Nie chciałem obrazić twego szlacheckiego tyłka, Lordzie Niedotykalski. No więc – ochoczo podejmuje, bezceremonialnie odrzucając piękny przedmiot w kąt pomieszczenia – na dzisiejszym Zgromadzeniu wiało nudą, jak to zwykle bywa w dniu egzaminów, do czasu, aż zaczęło się przesłuchanie ostatniej kandydatki. Myślałem z początku, że to jakaś kolejna głupia gąska, dziecko niemalże, szukająca darmowego schronienia w Związku, lecz się myliłem, podobnie zresztą jak inni.
– A co ja mam z tym wspólnego, skoro to jakaś nierozgarnięta młódka? – Czarnowłosy, zrzucając aksamitne spodnie, zatrzymuje się na chwilę całkiem nagi przed Tessim.
– Poczekaj! To nie wszystko! – Opowiadający z wyrzutem zwraca na przyjaciela brązowe oczy. – Dziewczyna okazała się niezła! Zwłaszcza w magii. Nie idź jeszcze, wszak mówię ci, że jeszcze nie skończyłem! – z irytacją woła za roznegliżowanym mężczyzną, gdy ten zmierza w stronę jednego z kamiennych przepierzeń oddzielających od siebie kolejne stanowiska do kąpieli.
– Magia to nie moja Domena – rzuca mu przez ramię towarzysz, machnąwszy z rezygnacją ręką. – Ven z pewnością będzie zainteresowany, lecz ja…
– Severo! Daj mi, do cholery, skończyć!
Kompan Tessiego przystaje i znów odwraca się ku niemu, eksponując swe godne prawdziwego wojownika ciało. Jego skóra ma odcień brązu, przez co srebrny medalion wiszący na szyi wyraźnie odcina się na tle wyćwiczonego torsu.
– Sprawiła, że Tarlen zaczął kwiczeć jak zarzynany wieprzek – pospiesznie wyrzuca z siebie opowiadający, by jego przyjaciel znów go nie zignorował.
Uśmiech na moment rozjaśnia surowe oblicze Severa.
– Zawsze mówiłem, że to głupi dzieciak, nienadający się na Mistrza! Dać się ośmieszyć jakiejś gówniarze! To żałosne i niegodne.
– Cóż… – Tessi znów rozwala się na swej ławie. – Gdyby nie koneksje rodzinne, nie byłoby w Związku podobnych jemu młokosów.
– Gdyby nie koneksje rodzinne, Związek znów przeżywałby rozkwit! – ze złością wycedza czarnowłosy.
– Wracając do dziewczyny… Spodoba ci się. To twój typ!
– Taaak?! – Severo opiera się łokciem o kamienną ściankę, zadziornie przekrzywiając głowę. – To ja mam w ogóle jakiś ulubiony typ?
– Owszem – ze śmiechem odpowiada mu Tessi, nonszalancko bawiąc się swym srebrnym medalionem przedstawiającym zwiniętego Węża. – Masz wielkie ambicje. Lubisz sięgać po to, co jest bardzo trudne czy wręcz nieosiągalne do zdobycia. Wiążesz się z kobietami, które przynoszą wraz z sobą kłopoty. Odpowiadają ci takie, o które musisz walczyć lub związek z którymi naraża cię na niebezpieczeństwo.
Czarnowłosy mężczyzna wybucha śmiechem na te słowa, po czym wchodzi za kamienną przegrodę i sięga po stojące pod ścianą wiadro, którego lodowatą zawartość wylewa na siebie za jednym podejściem. Parskając z przyjemności, strzepuje srebrzyste krople wody ze swych rozprostowanych pod ciężarem wilgoci włosów.
– Swoją drogą… – Tessi podchodzi do przepierzenia i wspiera się o jego niską ściankę. – Po sposobie, w jaki je traktujesz, zagadką dla mnie pozostaje, co one wszystkie w tobie widzą.
Severo zwraca ku niemu magnetyczne spojrzenie czarnych oczu, a towarzyszy temu szelmowski uśmieszek.
– Myślę, że to cudo! – Zaciska dłoń na swej pokaźnej męskości i sugestywnie porusza lędźwiami. Tessi wybucha śmiechem, po czym rzuca w mężczyznę ręcznikiem.
– Dureń!
Jego rozbawiony towarzysz wyciera po prysznicu swą oliwkową skórę, a potem włosy, które natychmiast odzyskują niezwykłą fakturę grubych loków. Wciąga na nagie pośladki podane mu skórzane spodnie, potem sięga po prostą w kroju koszulę, której kołnierz wiązany jest na tasiemkę, na koniec zaś wkłada rzemienny kaftan i buty z wysoką, postawioną cholewą. Wszystko w odcieniu czerni. Skromne i pozbawione jakichkolwiek zdobień.
– Koniec zabawy w szlachcica. – Wzdycha ciężko, wyciągając spod skórzanej kurtki srebrny łańcuch z medalionem Mistrza. Rzuca przy tym krótkie, tęskne spojrzenie na piękne szaty, w których przybył do Ravillonu.
– Wróć do rzeczywistości, Severo. – Tessi pomaga mu zebrać z posadzki strojne odzienie. – Tu nie ma dwórek ani królowych do obłapiania. Może już czas, byś poszukał sobie kobiety na stałe w miejscu, gdzie na co dzień żyjesz i egzystujesz, zamiast rozpaczliwie czekać na kolejne wezwanie któregoś z twych królewskich zleceniodawców, by wypełniając rozkazy, przy okazji wyrwać się ze znienawidzonego Ravillonu i obskoczyć kilka alków, gdzie czekają na ciebie spragnione jedynie chwilowej namiętności, niespełnione szlachcianki.
– Po co mi tutaj kochanka? – Czarnowłosy Związkowiec patrzy poważnie w brązowe oczy przyjaciela.
– By zabić doskwierającą ci, odkąd cię znam, nudę i niechęć do Czarnej Twierdzy – odpowiada mu kompan, poprawiając swe falujące, ciemne włosy i przeglądając się w zakopconym zwierciadle wiszącym w wąskim korytarzu wiodącym do wyjścia z łaźni.
Severo wzrusza ramionami, lecz Tessi nie ustępuje i gdy obaj przekraczają próg pomieszczenia, trąca go łokciem w bok, mówiąc:
– Założę się, że ta mała będzie twoja. I to bardzo szybko. Daję ci tydzień!
– Aż tak ci zależy na przegranej? – odpowiada mu z powątpiewaniem w głosie przyjaciel, splatając wilgotne włosy na karku.
– Przyjmujesz zakład czy tchórzysz, Lordzie Severo? – Jego towarzysz nie poddaje się, tłumiąc śmiech.
– Biorę twojego białego wierzchowca wraz z rzędem, Tessi!
– Ha! A ja chcę srebrną pawęż z rubinowym makiem. Tę, którą przed godziną wnosili słudzy do twych komnat. Już jest moja!
– Tarcza Mityleny zostanie u mnie. Zakład stoi! – Odpowiada na uścisk dłoni kompana, dodając z brzydkim uśmiechem: – Za tydzień będę galopował po dziedzińcu tuż pod twymi oknami i chełpił się zwycięstwem. Uwielbiam Barona. To piękny rumak. Zawsze ci go zazdrościłem, a teraz nareszcie będzie stał w mojej stajni!
– Za tydzień, gwarantuję ci, będziesz ujeżdżał młodziutką klacz, ale nie na dziedzińcu czy w stajni, lecz w swej alkowie! Poza tym Imperator to przepiękny wierzchowiec, Baron jest ci zbędny. – Po tych słowach obaj mężczyźni wybuchają śmiechem i ruszają w głąb mrocznych korytarzy warowni.*

***





Czy opublikowany fragment zachęcił Was do sięgnięcia po książkę?
Mam nadzieję, że tak. ;)




*Post zawiera materiał promocyjny od Autorek.


1 komentarz: