"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

wtorek, 28 marca 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]: „Carpe diem” Diane Rose.



Choroba nigdy nie przychodzi zaproszona. Pojawia się nagle i zwala cię z nóg. Zostaje jednak na dłużej, by patrzeć, czy się podniesiesz.” str. 109

Diane Rose nie owija w bawełnę. Pierwsze strony książki i od razu częstuje czytelnika zderzeniem z bardzo brutalną rzeczywistością. Motyw ciężko chorej, w dodatku młodej osoby, jest niebywale trudny do opisania, a dla czytelnika niewyobrażalnie emocjonalny w odbiorze, dosłownie miażdży serce. Od samego początku książki pada pytanie: jak żyć ze świadomością, że ma się podpisany na siebie wyrok, a później może nigdy nie nadejść? Odpowiedź otrzymujemy w tytule książki: Carpe diem, czyli chwytaj dzień.


Nie chcemy odchodzić, ale nikt nas nie pyta o zdanie. Niestety nie dano nam takiego wyboru”. Str. 144

Rosalie Hart młoda, bezpośrednia, wesoła, pełna życia studentka prawa, ma chłopaka, rodzinę i przyjaciół, niektórzy pomyślą, że jest spełniona, ale nieliczni tylko wiedzą, że Rosalie ma chore serce. Diagnoza brzmi jak wyrok: 2 lata życia, może mniej, być może więcej. Jedno jest pewne, potrzebny jest odpowiedni dawca i szybki przeszczep serca. Rose nie wierzy, że to się uda, ale przy tym nie użala się nad sobą. Zaczyna odliczać dni do momentu, w którym zamknie swe oczy na zawsze, 600 dni... które jej zostało, chce przeżyć intensywnie według hasła: Carpe diem- chwytaj dzień! Nigdy nie składa żadnych deklaracji, nigdy nie umawia się na jutro, nigdy nic nie planuje i z pewnością nie myśli o miłości. Wtedy spotyka Daniela zabójczo przystojnego, pewnego siebie młodego lekarza. Umawiają się na randkę. Dla Rose miało to być pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie, tylko jeden wieczór! Jednak los chciał inaczej. Czy nie mówiąc Danielowi całej prawdy, nie zachowuje się jak egoistka? Czy pisany będzie im happy end? A może poznali się zdecydowanie za późno?

(…) tylko prawdziwej miłości należy żałować”. Str. 193

Carpe diem to ciepła, poruszająca i pełna prawdziwych emocji historia młodej dziewczyny, która każdego wieczoru zasypiając, zastanawiała się, czy następnego dnia się obudzi, a wstając rano, myślała, czy dożyje jego końca? Jedyne, czego pragnęła to dostać od życia jak najwięcej: chciała nacieszyć się rodziną, skończyć studia, znaleźć pracę, doczekać się dzieci i wnuków oraz zestarzeć się przy boku kochającego męża. Czy to tak wiele? Każdy dostaje od losu szansę, jej ta szansa została odebrana w dzień, kiedy usłyszała diagnozę.

Kreacja bohaterów jest doskonała. Zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i poboczne zostały doprecyzowane i z łatwością można się z nimi utożsamić. Każdy, kto posiada, choć odrobinę zdolności do odczuwania empatii będzie współczuć Rose, bo inaczej się nie da, a także każdy obdarzy ją sympatią. Z łatwością można zauważyć stopniową przemianę, jaka odbywa się w zachowaniu Daniela, który dzięki Rose spojrzał na swoich pacjentów z większym współczuciem i dostrzegł w nich człowieka chorego, potrzebującego pomocy, a nie tylko zepsutą maszynę, którą musi naprawić. Bardzo polubiłam Jamesa brata Rose, który mimo powagi sytuacji wierzył, że jego jedyna siostra wyzdrowieje – marzeniem każdej kobiety jest mieć takie wsparcie, brata i męża. No i zostali jeszcze Oliwia i Tomek, tacy przyjaciele to skarb, pomogą, wysłuchają, a jak trzeba, to postawią do pionu.

Autorka pomieszała pierwszoosobowe narracje Rose i Daniela. Dzięki temu czytelnik, obserwując bieg wydarzeń, ma możliwość przeżywać wszystkie emocje dwukrotnie. Bardzo lubię ten zabieg literacki, niemniej często zdarza się, że autorki słabo wczuwają się w rolę męską. Diana Rose zrobiła to bez zarzutu.

Gdybym hipotetycznie miała tylko pięćset dziewięćdziesiąt osiem dni życia przed sobą, to czy mogę się zakochać? Ja po prostu chciałabym wiedzieć, jak to jest… Poczułam, jak mnie obejmuje. – Każdy ma prawo przeżyć miłość, Rose, każdy. Nieważne, ile dni mu zostało…” str. 48

Carpe diem to moim zdaniem, bardzo udany debiut literacki Diane Rose. Olbrzymim atutem jest oryginalny pomysł na fabułę, bowiem nie jest to kolejna ckliwa powiastka, w której przelewają się tony lukru. To powieść mądra, ukazująca, że najważniejszą wartością w życiu człowieka jest rodzina, którą należy kochać i szanować. O tym, że każdy zasługuje na odrobinę szczęścia i każdy moment jest odpowiedni, aby się zakochać, nieważne czy jest się zdrowym, czy ma się przed sobą kilka lat życia. Przede wszystkim jest to opowieść, która realnie i emocjonalnie odzwierciedla obraz walki młodej osoby ze zbliżającą się śmiercią oraz szukaniem szczęścia w spontaniczności, a radości w drobiazgach. W delikatny sposób zwraca również uwagę na to, jak istotne jest, aby ludzie zgadzali się na bycie dawcami narządów po swojej śmierci, bo mogą tym uratować kilka istnień. Mimo trudnego tematu autorka utrzymuje atmosferę w dosyć lekkiej tonacji. Oczywiście pojawią się łzy, ale też uśmiech na twarzy, a wszystko przez zaserwowany humor. Szczerze zatraciłam się w tej historii!

Moja rekomendacja:
Mimo dramatyzmu fabuły Carpe diem czyta się niezwykle lekko i oprócz wielu wylanych łez pozostawia po sobie również pozytywny wydźwięk. Pokazuje, jak ważne są więzi rodzinne i wsparcie, którym mogą obdarzyć chorego członkowie rodziny. Zwraca uwagę na to, jak istotne i cenne jest życie. A jej przesłaniem jest, żeby cieszyć się z drobnych rzeczy, wykorzystywać każdą chwilę i okazję, by przeżyć coś niesamowitego, bo to gwarantuje szczęście. Daje nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by wierzyć w happy end! Diane Rose pokazała, że potrafi zagrać słowem na ludzkich emocjach. Bardzo udany debiut!

Czas mija, a my razem z nim. Wspomnienia o nas też odchodzą w zapomnienie… Nie możemy wymagać, żeby osoba, która żyje, pamiętała o tej, która już odeszła na wieczność. Zegar tyka cały czas, wszystko się zmienia. Carpe diem. Czas ucieka, zawsze ten czas, zawsze pośpiech, dlaczego?” str. 141



Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Wydawnictwo: Videograf SA
Data wydania: 6 kwietnia 2017
Liczba stron: 464
Gatunek: Literatura obyczajowa i romans
Moja ocena: 5.5/6


Dziękuję autorce i Wydawnictwu Videograf za możliwość przeczytania książki przed premierą!

7 komentarzy:

  1. Ja również łatwo zżyłam się z postaciami i cieszę się, że mogę patronować tak poruszającej powieści. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od dawna jestem zaintrygowana tą książką. Z pewnością się z nią zapoznam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję patronatu :) Z pewnością przeczytam tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam już tę książkę na liście do przeczytania, na pewno wywoła sporo emocji. Gratuluję patronatu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej interesują mnie 2 mężczyźni. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń