"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

środa, 17 maja 2017

[RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]: „Wszystko wina kota” Agnieszka Lingas-Łoniewska.



(…) życie to nie książka.” str. 358

Każdy, kto zagląda na mojego bloga, wie doskonale, że bardzo lubię twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, która jak mało kto potrafi przemycić do historii całą gamę, często skrajnych, emocji. W Jej książkach bohaterowie są zmuszeni zmagać się z różnymi przeszkodami, które los często stawia na ich drodze, przez co nie tak łatwo osiągnąć im upragnione szczęśliwe zakończenie.


Co w fabule? Lidka Makowska to poczytna autorka bestsellerowych powieści, która od 10 lat pisze pod pseudonimem, jako Róża Mak. Prawdę o tym zna tylko kilka najbliższych osób, dlatego jej agentka, a zarazem przyjaciółka namawia ją, aby w końcu odkryła karty i ujawniła swą prawdziwą tożsamość. Z wielkim ociąganiem ostatecznie Lidka zgadza się na wywiad, który nota bene ma być wydarzeniem roku, jednak stawia pewien warunek: wywiad ma przeprowadzić jeden z najlepszych recenzentów - Jack Sparrow, który również ma ujawnić swoją tożsamość. Tajemniczy bloger uporczywie i z premedytacją kupuje kolejne książki autorki, tylko po to, aby w swoich recenzjach je skrytykować.

(…) życie jest o wiele łatwiejsze, kiedy ma się (...) przyjaciółki. Problemy nie znikają w magiczny sposób, ale na pewno są łatwiejsze do rozwiązania.” str. 264

Autorka udzieliła prawo głosu niemalże wszystkim bohaterom przewijającym się przez karty powieści: Lidce i Jack'owi; najlepszym przyjaciółkom: Karolinie, Tatianie, i Anecie; oraz zabójczo przystojnemu sąsiadowi Jeremiemu. Przyznam, że bardzo lubię taki zabieg, bo nie dość, że poznajemy historię widzianą z wielu perspektyw, to również książka zyskuje na wartości, ponieważ fabuła zostaje rozszerzona o kolejne wątki. Każdy z bohaterów bowiem posiada własne życie, urazy z przeszłości i towarzyszące temu osobiste problemy, które wracają w najmniej oczekiwanym momencie.

Tatiana kobieta po przejściach, obecnie jest prezesem dużej firmy. Przez długi czas cieszyła życiem singielki, aż do momentu, kiedy nawiązała bliższą znajomość ze swoim podwładnym. Zapewne nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jej „chłopak” jest o 10 lat od niej młodszy.

Karolina agentka literacka Lidki. Żyje między pracą a rodziną. Samotnie wychowuje syna, bo ojciec dowiedziawszy się o dziecku, zmył się w mgnieniu oka. A po 20 latach... wraca i domaga się kontaktu z jedynakiem. Najbardziej przemówiła do mnie ta postać. Muszę zaznaczyć, że jej problem wydał mi się najpoważniejszym z wszystkich opisanych w lekturze.

Aneta jest księgową w urzędzie skarbowym. Ma męża i dwójkę nastoletnich dzieci: córkę i syna. Mimo że ma wszystko, to czuje brak rodzinnej zażyłości. Mąż ciągle w pracy obiecuje, że niebawem zatrudni nowych pracowników, a wtedy więcej czasu poświęci rodzinie. Dzieciaki w wieku buntu, chodzą naburmuszone, bądź zajmują się własnymi sprawami. Aneta postanawia zmienić ten stan i znowu scalić rodzinę.

Irytowały mnie zdrobnienia imion: Lidziu, Taniu, Aneciu itd. wiem, że autorka chciała przez to ukazać bliskość między bohaterami, ale moim zdaniem lepiej byłoby używać, chociażby ksywek, które przyjaciele często sobie nadają. Z drugiej strony jedna z głównych bohaterek lubi zdrobnienia, może to wszystko jej zasługa? Osobiście ich nie lubię, dlatego nieco się czepiam. :)

Lingas-Łoniewskia w maleńkim stopniu przedstawia zaplecze zawodu pisarza, recenzenta – blogera, agenta literackiego, czytelnika i wydawcy. I choć czasami drą ze sobą koty, to łączy ich pewna sprawa, mianowicie, tworzą jedną wielką machinę, która bez choćby jednego elementu nie będzie prawidłowo funkcjonować.

Ukazuje również, jak wielką moc ma rodzina i przyjaźni. Kiedy potrzeba wsparcia lub pomocy, najbliżsi i przyjaciele zawsze będą przy nas. Dyskretnie zwraca uwagę, że nie warto tracić czasu na banalne kłótnie, bo życie jest na to zdecydowanie za krótkie. Zwykle, kiedy jest już za późno, dociera do nas, że w pewnym momencie popełniliśmy błąd – być może największy. Wystarczy być dobrym obserwatorem i uważnie słuchać, co mają do przekazania inni. Nie snuć domysłów, tylko nasłuchiwać. Tak wiele może to zmienić.

Wszystko wina kota to historia kilku kobiet. Po jej przeczytaniu robi się człowiekowi cieplej na serduchu. Niby wiadomo, kim jest Jack Sparrow oraz jak potoczą się dalsze losy, że ostatecznie będzie happy end, jednak w trakcie czytania jest sporo nieoczekiwanych zwrotów akcji, przez co nasza pewność zostaje nieco zachwiana.

Książka znacznie różni się od poprzednich napisanych przez autorkę, co nie znaczy, że jest gorsza, bo tak nie jest. Nastawiłam się na lekką lekturę, z dużą dawką humoru, co prawda nie było go tyle, ile zakładałam, ale w rekompensacie dostałam kilka dopracowanych wątków obyczajowych. Jest zarazem zabawnie oraz nieco dramatycznie. A postaci są jednocześnie fikcyjne, jak i takie, które można spotkać na ulicy. Jestem zadowolona, to zdecydowanie przyjemna lektura o miłości i przyjaźni, która znajdzie swoich wielbicieli.



Tytuł: Wszystko wina kota
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 400
Gatunek: Literatura obyczajowa i romans
Moja ocena: 4.5/6



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorce i Wydawnictwu Novae Res.

3 komentarze:

  1. Mnie jak każda książka autorki bardzo podobała się.
    Świetne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię książki pani Agnieszki i choć ta wydaje się wywoływać całkiem inne emocje niż poprzednie jej książki, to z miłą chęcią się skuszę, bo już sam tytuł zapowiada ciekawą, zabawną historię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa wątku zawodu pisarza, recenzenta – blogera, agenta literackiego, czytelnika i wydawcy. Lubię czytać o książkach i tematyce okołoksiążkowej.

    OdpowiedzUsuń