"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

poniedziałek, 5 czerwca 2017

[RECENZJA]: „Zimowy monarcha” Bernard Cornwell



Gdy niczego nie zapisujemy, nikt nie wie, co dokładnie powiedzieliśmy, i zawsze można wszystko zmienić”. Str. 361

Wydaje mi się, że
każdy zna z książek, bajek czy filmów legendę o dzielnym królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu? Zapewne dobrze znani wam też: czarnoksiężnik Merlin, Lancelot, Uther Pendragon, czy piękna Ginewra. Mimo że nie jest do końca pewne, jak w rzeczywistości było naprawdę, gdyż mało jest książek o postaciach i zdarzeniach z tamtej epoki, to bliższe prawdy i bardziej naturalistyczne wydają mi się wydarzenia przedstawione przez Cornwella. Moim zdaniem inni autorzy czy scenarzyści musieli stworzyć iluzję rzeczywistości, skonstruowany przez nich świat został umyślnie zdeformowany, aby odbiorca lepiej go przyjął. W książce Cornwella nie jest słodko i przyjemnie, nie ma cnotliwych księżniczek, które czekają na swego księcia, białych koni i różowych sukien, nie ma też ukochanego syna Artura. Jest bardziej mrocznie, drastycznie i mogłabym nawet się pokusić o stwierdzenie, że jest brzydko, a jak wiadomo, prawda bywa czasem brzydka. Autor na końcu książki pisze, że: „Zimowy monarcha jest zatem opowieścią o <mrocznych wiekach>, w której legendarne przekazy i wyobraźnia muszą rekompensować brak dokumentacji historycznej”. Tak naprawdę nie wiemy i się nigdy nie dowiemy, jaka była prawda, ale z pewnością nie było miło.

Fabuła
książki zaczyna się w momencie, kiedy na świat przychodzi długo wyczekiwany następca tronu, wnuk Uthera Pendragona, Mordred. Chłopiec rodzi się przy pomocy magii i od początku wiadomo, że jego życiowa ścieżka nie będzie gładka. Uther, jako stary i schorowany zdaje sobie sprawę, że niebawem jego żywot dobiegnie końca, dlatego przed śmiercią postanawia, że wskaże osoby, które będą strzec życia przyszłego władcy, przed osobnikami, które zrobią wszystko, aby tylko zasiąść na tronie.


(…) wiedz, Derfel, że nadchodzą ciężkie czasy. Wszystko, co dobre, stanie się złe, a co złe jeszcze gorsze. Mieszkańcy Brytanii zbierają siły, bo zdają sobie sprawę, że czeka ich walka. Czasem myślę, że bogowie z nas kpią. Rzucają naraz wszystkie kości, żeby zobaczyć, jak skończy się ta gra.” str. 195


Zimowy monarcha jest bardzo udanym i jednocześnie porywającym rozpoczęciem Trylogii arturiańskiej. Wydarzenia przedstawione w książce są przekazane przez narratora w formie jego wspomnień. Zapewne większość z was pomyśli, że narratorem jest nie kto inny jak sam Artur, niestety muszę wyprowadzić was z błędu, ponieważ relacjonującym wydarzenia jest Lord Derfel, były rycerz Artura, w trakcie opowiadania akcji jest zmęczonym życiem, starym człowiekiem, który niejedno widział i słyszał.

Zimowy monarcha to potężna, ponad 600 stronicowa książka, którą mimo wszystko przeczytałam bardzo szybko, za sprawą lekkiego i zarazem płynnego języka, bardzo realnie odzwierciedlanych emocji oraz absorbującej historii z wielowątkową fabułą.

Merlin powtarzał zawsze, że los jest nieubłagany. Życie to igraszka bogów i próżno szukać sprawiedliwości. Trzeba się nauczyć śmiać, powiedział mi kiedyś, bo inaczej można zapłakać się na śmierć”. Str.178

W moim odczuciu autor wykreował żywe i pozbawione stereotypu postaci, które mają mocne charaktery i nie zaskakują nieskazitelnością moralną. Podobnie jak ich wygląd zewnętrzny, który nie jest nazbyt przerysowany, posiadają bowiem swoje atuty, ale także wady. Artur w większości opisywanych historii przedstawiany jest jako prawowity następca tronu. W tym przypadku jest inaczej. Nieślubny syn Pendragona, który po tragicznej śmierci Mordreda – najukochańszego syna i prawowitego następcy tronu – został przez ojca wypędzony z królestwa, a wrócił do niego dopiero po śmierci Uthera i był jedynie opiekunem małoletniego króla Mordreda (wnuka Uthera). Merlin zwykle przedstawiany jest, jako czarnoksiężnik, co prawda o wielkiej mocy, ale raczej jako nieszkodliwy staruszek, którego zadaniem w większości przypadków jest stworzenie leku dla swojego Pana. I w tym przypadku autor przedstawił inny profil bohatera, dlatego że w jego książce Merlin jest władcą Awalonii i potężnym czarownikiem budzącym lęk nawet w najodleglejszych krainach Brytanii.

Zimowy monarcha napisana z epickie rozmachem książka, która od pierwszych stron wprowadza nas w wykreowany przez autora świat. Nie sposób się przy niej nudzić. Opracowanie tekstu pod względem merytorycznym i stylistycznym jest bez zarzutu, Cornwell zadbał nie tylko o opis otoczenia, ale też bardzo autentycznie odzwierciedlił realia panujące w Brytanii na przełomie V i VI wieku. Wszystkie opisy, osoby czy zdarzenia są ze sobą powiązane do tego stopnia, że tworzą jedną spójną i logiczną całość. Osobiście jestem zadowolona, spodziewałam się, że dostanę lekturę, której warto poświęcić zarówno czas, jak i uwagę, i tak też było. Nie jest to kolejna oklepana historia o dzielnym królu Arturze i jego miłości do pięknej Ginewry. W tej książce jest więcej okrucieństwa, walk, zdrad i mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji, dlatego polecam ją dorosłemu czytelnikowi.



Tytuł: Zimowy monarcha
Seria: Trylogia arturiańska
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 22 maja 2017
Liczba stron: 608
Gatunek: Historyczna
Moja ocena: 5/6



Recenzja napisana w ramach współpracy z Wydawnictwem Otwartym.

1 komentarz:

  1. Ponad 600 stron i Merlin. Mam ochotę! Ale wolałabym mieć 3 tomy od razu do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń