"Kto bowiem przestaje pogłębiać swoją wiedzę i kształtować charakter, a więc pracować nad sobą, by rozwinąć jak najszerzej swoje horyzonty, przestaje żyć.” Thomas Bernhard „Wymazywanie. Rozpad”

środa, 7 marca 2018

„Reemisja” Izabeli Milik – kulisy powstania powieści.


Liczy się przede wszystkim intelekt, ale i o ciało należy dbać jak o najdroższy sprzęt”. – Reemisja


Jak rodzą się książki? Najbardziej pożądana jest opcja, w której poród odbywa się szybko i w miarę bezboleśnie. Zdarza się, że wyprowadzenie myśli z głowy do świata zewnętrznego kosztuje nas o wiele więcej wysiłku i poświęcenia, niż zakładaliśmy na początku. Trwa to niestety godzinami, cierpimy męki, nawet znieczulenie zewnątrzoponowe nie pomaga. Przeszkody piętrzą się przy każdym zdaniu, ale my jesteśmy z d e t e r m i n o w a n i, by doprowadzić do szczęśliwego finału. W końcu nadchodzi wytęskniona chwila, w której udaje nam się sprowadzić książkę na świat, nie możemy się doczekać, żeby ją przytulić, a tu czeka nas przykra niespodzianka. Musimy jeszcze urodzić łożysko. Tak, tak. Mam na myśli korektę autorską. Co za tortura!

Nareszcie trzymamy w rękach upragnione dziecko. Czujemy radość i ulgę. Czy to już koniec? Skądże. Dopiero początek. Czeka nas przecież wychowanie. Wychowanie? Chciałam powiedzieć p r o m o w a n i e, to już jednak inna historia.

A jak było ze mną?

Moje pisanie zaczęło się wiele lat temu. Pewnego dnia uświadomiłam sobie, że w mym umyśle powstają różne historie. Fantazja pracuje na okrągło tworząc kolejne wersje zdarzeń lub przerabiając je na tysiąc sposobów. Nie było końca wariantów, zawsze dokuczało pytanie: „co by było, gdyby?”. Musiałam znaleźć ujście. Zdecydowałam przekonać się, czy potrafię skonstruować z moich myśli książkę. Zignorowałam listę wymówek, a potem zasiadłam do komputera. Takie były początki „Reemisji”. Nie wiedziałam jeszcze o czym napiszę, postanowiłam pójść za głosem wyobraźni, który podpowiada co dalej. Bohaterowie zaczęli się mnożyć, żyć swoim życiem. Nie ukrywam, że rozmyślanie było o wiele przyjemniejsze od pisania, które zazwyczaj oznacza „forsowanie się” przy klawiaturze, ale samo dumanie nie zostawia śladu w postaci realnego zapisu. Dlatego zdyscyplinowałam się wyznaczając dzienny target na liczbę stron i realizowałam go wówczas, gdy moje dzieci spały, czyli nocą. Tak się rozkręciłam, że nim jeszcze ukończyłam „Reemisję” już zaczęły atakować mnie kolejne pomysły. Jednemu z nich uległam natychmiast, w rezultacie powstała książka „Z teściową za pan wróg”. Inne koncepcje też prosiły się o uwagę, w pewnym momencie doszło do tego, że lawirowałam pomiędzy kilkoma plikami, aż w końcu powiedziałam STOP. Skoncentrowałam się tylko na jednym temacie, a następnie ostro trzymając się w ryzach dokończyłam pierwszą powieść.

Cóż mogłabym jeszcze dodać? Podobno wieloródki rodzą łatwiej. Mam nadzieję, że w moim przypadku też tak będzie.

Pozdrawiam
Izabela Milik


Fot: archiwum autorki






Tekst:
Izabela Milik
Fanpage:
Izabela Milik strona autorska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz