Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

niedziela, 4 lutego 2018

„Otulone ciemnością” Hanna Greń – kulisy powstania powieści




„Otulone ciemnością” to trzecia część cyklu kryminalno-obyczajowego. Muszę przyznać, że przy niej namęczyłam się najbardziej. Pisałam ją od sierpnia do grudnia 2015 roku, przy czym więcej tam było przerw niż pisania. Wszystko dlatego, że w części obyczajowej dość mocno nawiązuje do części poprzednich, musiałam więc sprawdzać każdą podawana informację, żeby niczego nie pomylić. Z kolei wątek kryminalny wymagał sporządzenia bardzo szczegółowej chronologii, niekiedy bowiem znaczenie miały nawet minuty.


Jak zwykle nie miałam problemu z przedstawieniem postaci zabójcy czy opisem jego zbrodniczych czynów, gdyż jakoś dziwnie łatwo udaje mi się wchodzić w skórę różnych psychopatów :) Gorzej jest z fragmentami, w których przedstawiam pracę policjantów. O tym mam tylko mgliste wyobrażenie, a nie chcę wypisywać bzdur. Na szczęście mój mąż jest policjantem, więc mogę zamęczać go pytaniami o każdej porze dnia i nocy.

Książka w zamyśle miała mieć około 300 stron maszynopisu, lecz zaczęła się dziwnie rozrastać i w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nieco się rozpędziłam i jeśli napiszę wszystko to, co zamierzam, całość zamknie się w około 600 stronach. Przeraziłam się i natychmiast skonsultowałam temat z redaktorką, gdyż zdawałam sobie sprawę, że po składzie książka miałaby ponad 700 stron. Redaktorka potwierdziła moje obawy, że to zbyt wiele jak na jedną książkę i zaproponowała rozbicie na dwa tomy, lub przycięcie wątków tak, by wyszedł z tego tylko jeden tom, ale krótszy.

Po namyśle przycięłam jeden z wątków do niezbędnego minimum, a wyrzucony tekst posłużył mi jako szkielet do następnej części cyklu. Tym samym zamknęłam tekst w 350 stronach maszynopisu, co dało 430 strony książki już wydanej.

Drugą przygodą było nadpisanie pliku. Jako księgowa mam zakodowane robienie kopii zapasowych, w związku z czym zawsze robię kopię, kopię kopii i kopię kopii kopii. Wiem, że sprawia to wrażenie, jakbym była zafiksowana na teorię spisku, ale zawsze panicznie się bałam utraty danych. Tylko że to nie pomogło, gdy po całym dniu pisania, zamiast przegrać najnowszą wersję na nośniki z wersjami starszymi, zrobiłam dokładnie odwrotnie, zastępując świeżo zapisany plik wersją z poprzedniego dnia. W dodatku zanim się zorientowałam w sprawie, coś tam jeszcze podziałałam, i w rezultacie najnowszy plik był nie do odzyskania. Zniknęło 30 tysięcy znaków i musiałam te ponad dziesięć stron napisać na nowo, przy czym cały czas miałam wrażenie, że tamta utracona wersja była lepsza. Od tamtej pory dokładnie sprawdzam, co i gdzie kopiuję.

Pomysły do książek w całości powstają w mojej głowie, choć przyznaję, że czasami wykorzystuję jakieś opowiedziane przez męża komiczne historyjki (np. przestrzelenie biurka podczas czyszczenia broni). Bohaterowie także są wytworem mojej wyobraźni i nie mają swoich pierwowzorów w realnym życiu. Za to skwapliwie wykorzystuję różne podpatrzone scenki, dziwaczne zachowania czy zwyczaje i na ich bazie tworzę sceny powieściowe.

Wykorzystuję też otaczający mnie świat, osadzając akcję w znanych mi miejscach. To bardzo wygodne, gdyż nie trzeba tworzyć fikcyjnej miejscowości i tracić potem czas na sprawdzanie, czy przypadkiem nie umiejscowiło się budynku na samym środku głównej ulicy. Nie zachodzi również obawa, że sytuując akcję w jakimś istniejącym, a niezbyt mi znanym mieście, napiszę coś, co wywoła u jego mieszkańców uśmiech politowania.

Sprawdzam również bardzo dokładnie takie milutkie sprawy jak dokładność w ustaleniu czasu zgonu czy wygląd zwłok po miesiącu leżenia na łące. Myślę, że gdyby kiedyś jakieś służby sprawdziły historię mojej przeglądarki, opuściłabym dom w stalowych bransoletkach.



Tekst:
Hanna Greń
Strona internetowa:
Fanpage:
Grupa:
Recenzja:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia