Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 3 maja 2018

[RECENZJA] „Tkanki” Dominika van Eijkelenborg



Rodzisz się w jeden dzień. W jeden dzień umierasz. I to, co pomiędzy, też mija jak jeden dzień. To wszystko, co mamy. Ten dzień. Dziś. Więc spraw, żeby się liczył”.

Tkanki to druga powieść polskiej pisarki na co dzień mieszkającej w Holandii. Jeszcze nie czytałam jej debiutu, ale muszę szybko to nadrobić i przekonać się, czy jest równie udany, co jej druga książka.


Co w fabule? Evi po rozwodzie rodziców zostaje pod opieką matki. Jej samopoczucie z każdym dniem jest coraz gorsze. Matka Evi modli się o to, aby szybko znalazł się dawca serca, dla jej córki. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że aby jej dziecko żyło, musi umrzeć dziecko innej kobiety. Kiedy już powoli tracą nadzieję, przychodzi wiadomość z kliniki, że znalazł się dawca. Evi przechodzi pomyślnie transplantację i dość szybko nabiera sił. Zaczyna uczęszczać do szkoły, widywać się z rówieśnikami. Jednak nie wszystko jest, takie jak przed operacją. Dziewczyna zmieniła poniekąd swój charakter, czy sposób ubierania się. To, co wcześniej lubiła, teraz nie znosi. Śni o dziwnych zdarzeniach, dla których nie ma logicznego wyjaśnienia… ale wszystko do czasu. I dopiero wtedy Chantal zdaje sobie sprawę, iż mimo że jej córka żyje, to w rzeczywistości zaczyna ją tracić. Kobieta na własną rękę szuka rodziny dawcy serca, bo chce się przekonać, czy wraz z przeszczepem serca, Evie dostała w pakiecie także wspomnienia i pewne cechy osobowości dawcy?

Czekanie na przeszczep serca to tak naprawdę czkanie na czyjąś śmierć”.


Książka wciąga w wir wydarzeń od pierwszej strony. Na początku rozwój wypadków śledzimy z punktu widzenia Evi i jej matki Chantal. Ale z czasem dochodzą nowi narratorzy, którzy wnoszą nowe informacje, ale też wiele skrajnych emocji. Poznajemy ich wszystkich bardzo blisko, mamy możliwość wejść w ich głowy i obserwować ich zachowanie, a także, jak w przypadku głównej bohaterki, zmiany, jakie zachodzą w jej charakterze. Książkę czyta się jednym tchem, choć tempo akcji nie należy do najszybszych. I pomimo iż w połowie domyśliłam się, wielu szczegółów to nadal czytałam z wielkim zainteresowaniem. Finał, mimo iż nie do końca zaskakuje, to rozwiązuje wszystkie niedopowiedzenia i niejasności. I być może daje początek nowej historii??

Nasze demony boją się własnych imion”.

Mała uwaga. Książka promowana jest jako thriller, uważam jednak, że nie jest to tak do końca jednoznaczne. Ponieważ znajdziemy w niej cząstkę New Adult, literatury obyczajowej, romansu, jak i dramatu i gdzieś tam pomiędzy pojawiają się strzępy thrillera. Osobiście sięgając po typowy thriller, szukam w nim, czegoś, co mną wstrząśnie, przerazi i wywoła dreszcz emocji. Tego tutaj nie znalazłam. Moim zdaniem ta powieść, przez nieodpowiednie przypisanie gatunkowe może nieco stracić w oczach czytelników.

To ciekawe, że tak zaciekle walczymy z najbliższymi ludźmi, że potrafimy się tak zajadle ranić. Pewnie dlatego, że wiemy, iż zawsze nam wybaczą, zawsze będą gotowi nas przyjąć. Żyjemy w głębokim przekonaniu, że w końcu pogodzimy się mimo wszystko. Nie da się jednak pojednać, gdy ludzi rozdziela śmierć”.

Ogółem jestem zadowolona z tej lektury. Pomysł na fabułę jest oryginalny, przy kreacji bohaterów autorka postawiła na kontrasty, a historię przedstawiła płynnie i nad wyraz naturalnie. Jednak to, co najważniejsze, to że ta historia uświadamia nam, jak zasadnicze jest, aby ludzie wyrażali zgodę na przeszczep organów po śmierci. W ten sposób można uratować czyjeś życie.


Tytuł: Tkanki
Autor: Dominika van Eijkelenborg
Wydawnictwo: Kobiece 2018
Liczba stron: 456
Gatunek: (nie)Thriller


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia